Ale jade jutro pogadac o dosc dobrym zleceniu. W glebi serca nie chce brac nic nowego do stycznia/lutego, ale zapowiadaja sie dosc dobre pieniadze… Do ceny x ktora uznalbym w normalnych warunkach (czyt. gdy mialbym chec do pracy) za bardzo zadawalajaca, dorzuce + 50% – jak sie nie uda, nie bede mial czego zalowac, a jak sie uda, to bedzie mi sie chcialo stukac przez 3-4 miesiace i nie bede marudzil, ze nie mam czasu na swoje pierdolki.

W miedzyczasie zaczalem druga fuche przewidziana na ten miesiac, mam nadzieje, ze uwine sie jak najszybciej. Koniec na poniedzialek – to brzmi dumnie…