Nie wiem chłopaki czy ktoś z was siedzi jeszcze w UK, a konkretnie w Londynie, ale interesują mnie namiary na pracę w charakterze grafika. Jest ktoś zorientowany w temacie i może doradzić?
Dobre agencje reklamowe/interaktywne. Pośredniaki. Namiary na wakaty. ;)
Póki co rozglądam się po serwisach www agencji rekrutujących.
Mieszkanie już mam zaklepane.
Posrednicy, posrednikami, wysylac CV nie zaszkodzi, zawsze to wieksze pole razenia. Natomiast jesli nie chcesz spedzic pol roku czekajac az ktos z jakies agencji posredniczacej do ciebie odzwoni wpisz w google to czego szukasz. Czyli firm netowe w londynie. Wysylaj CV bezposrednio do firm. Posrednicy sa drodzy i firmy czesto unikaja kontaktu z nimi jak ognia chyba ze jakis akt desperacji albo head hunters ktorzy szukaja ludzi do dyrektorowania. Licz sie z tym ze nie majac lokalnego numeru telefonu i adresu w cv (uk) czesc firm od razu cie zluzuje.
Ale to nic strasznego, jak przyjedziesz to wyslij do nich mejla jeszcze raz. Warto sie przypomniec i dac cyne ze jak by cos to jestes juz na miejscu. Generalnie ZAWSZE najlepiej byc na miejscu bo wtedy odrazu sie umawiasz na rozmowe nastepnego dnia albo jakos tak. Latwiej sie spotkac kiedy sie mieszka w tym samym miescie gdzie miesci sie firma ;). Firm szukaj w googlu i yellow pages itp. sam wiesz co nalezy zrobic ;).
Nie wiem czym sa dla ciebie dobre agencje?
Czy jakis korporacyjny sznyt czy tez poprostu firma robiaca fajne sajty z fajna amosfera i fajnymi ludzmi na pokladzie.
Na poczatek jednym jesli nie najwarzniejszym kryterium ktorym powinienes sie kierowac to lokalizacja firmy. Londym nie jest maly i spedzanie codziennie 4 do 6 godzin na dojazd do pracy nie jest najlepszym rozwiazaniem. Sprawdzaj adresy i wybieraj te miejsca gdzie masz dobry i normalny dojazd z domu. Wiadomo ze najfajniejsze firmy sa w centrum i okolicach ale nie jest to 100% regula.
Jesli jestes dobry i dogadujesz sie z ludzmi to szybko powinienes cos znalesc. Moze pierwsza firma nie koniecznie bendzie tym wlasciwym miejscem ale nie od razu rzym zbudowano ;).
Tak z ciekawosci sie zapytam w ktorej czesci londynu londujesz?
Calkiem fajna okolica i doskonaly park :). Do centrum pownines miec jakies max 30 min. miejska komunikacja (pociagiem) i jestes w scislym centrum. Dobra miejscowka, doskonala na pierwsze lato w londynie :). Trzymam kciuki i mysle ze rychlo sie spotkamy :). South london rulez :).
Różnie bywa, webjay, ja jechałem na pałę i miałem pracę w branży w Dublinie po tygodniu, choć znam takich, którzy szukali i po 3 miesiące, posiłkując się jakaś freelancerką.
Zresztą w Londynie jest popularne freelancowanie na miejscu w firmie, według stawek dziennych. Ludzie często tak jadą po kilka lat i są zadowoleni. Zdarza się np. że firma daje Ci zlecenie i wynajmuje Ci do tego biurko z komputerem - taki sposób na uniknięcie podatków i stałej umowy, bo de facto pracujesz u nich na miejscu.
rafalski: no po prostu ja na pale bym sie bal. jak w wawie szukalem pracy jednego roku w grudniu, to tez sie balem - ze niedlugo swieta, nowy rok i ze bedzie kapa. wyslalem o 4.00 w poniedzialek kilka cv, w ten sam poniedzialek do 14.00 bylem juz umowiony na caly tydzien na rozmowy. w weekend wybieralem z posrod kilku agencji / firm.
i z perspektywy czasu mowie: pracy szuka sie tydzien, jednak wracajac do tamtego grudnia z jego perspektywy powiem: wtedy balem sie, ze nie znajde roboy tak szybko ;)
RAFi: jesli mozesz, to nagraj sobie wszystko przed wyjazdem. ogolnie nawet jesli sobie nie nagrasz, to bedziesz mial np. sygnaly 4 czy 6 razy ’szkoda, ze Pan nie jest na miejscu, bo bylibysmy bardzo zainteresowani’ i wtedy jedziesz bez zadnego stresu. i uderzalbym przede wszystkim bezposrednio do konkretych firm, bez zadnych posredniakow, etc. a rozmowy telefoniczne via skype kosztuja przeciez grosze.
bank BPH ze swoja pozyczna ‘na co tylko chcesz’ ;) niby zart, ale tak naprawde to chyba najlepszy sposob na gotowke, ktora chcesz oddac w ciagu 2-3 miesiecy…
ps. ja ostatnio tyle razy na pozyczkach sie sparzylem, ze nikomu juz nie pozyczam…
Freelancerka w londynie bardzo fajna sprawa, ale na poczatek polecam zlapac jakis etat po to zeby poznac ludzi z branzy i sie troche oswoic z troche inna rzeczywistoscia. Czesto sie okazuje ze ludzie ktorych poznales w jakies firmie gdzie pracowales robia z toba puzniej freelance. Zreszta bez etatu bendziesz mial powazny problem, to nie irlandia i biurokracja dziala tu zupelnie inaczej. Prawda jest taka ze potrzebujesz tego etatu zeby sie zalegalizowac “national insurance” i zalorzyc konto w banku, bez papierka od pracodawcy nie da sie tego zrobic.
Istotny jest tez czynnik psychologiczny, latwiej sie startuje i poznaje nowe miejsce kiedy masz jakis w miare staly dochod i nie musisz sie przejmowac zmianami mieszkania bo zawsze masz na kaucje i legalne konto w banku. Takie czysto niezbedne organizacyjno, zyciowe, finansowe sprawy. Tym bardziej ze do uprawiania freelancerki tak czy siak potrzebujesz lokalnych sajtow w portfolio, bez tego nikt nie bendzie z toba rozmawial chyba ze zdarzy sie jakis cud.
ps: tez wyjechalem “na pale”. Potem tak samo na pale sie przeprowadzilem z irlandi do angli. Swietne doswiadczenie, ok bywaly przyciezkawe momenty szczegolnie na starcie w nowych miejscach bo nikogo nie znalem, ale nabyte w ten sposob doswiadczenie okazalo sie bezcenne :).
Mapet, w Londynie freelancerka często oznacza w miarę stałą pracę, na miejscu w firmie, tylko np. na czas trwania określonego projektu. Znam ludzi, którzy brali takie rzeczy dopóki nie znaleźli etatu i jechali tak przez długi czas, zresztą nierzadko można po jakimś czasie dostać etat w takiej firmie. Podobnym rozwiązaniem jest praca na kontrakt - płaci się według stawek dziennych/godzinowych. Kontrakt może być na czas określonego projektu, albo regularnie przedłużany. Bardzo sobie chwalę takie rozwiązanie, podobnie jak ludzie z mojej firmy, którzy funkcjonują tak już od lat i w żaden sposób nie czują się “czasowo zatrudnieni”. Dużą zaletą jest to, że firma, zamiast zaciemniać obraz zarobków “benefitami pracowniczymi” - ubezpieczenie, emerytura, siłownia, masaż, itd. po prostu płaci kontraktorom więcej, niż pracownikom etatowym.
Spoko Rafal, znam ten tryb, ale… to inny kraj. Rafi potrzebuje sie zarejstrowac w “HO” bo bez tego dokumentu nie ma zadnych szansz na otworzenie konta w banku a do tego potrzebna jest jakas firma ktora bendzie widniana na jego wniosku. Czyli musi sie wykazac stalym miejscem zatrudnienia bo jest to czesc wniosku. Wyglada to zupelnie inaczej niz PPS w irlandi. Bez owych dokumentow mozesz brac tylko freelance na czarno gdzie gotowka przechodzi z reki do reki. Agencje nie pomoga ci w zalatwieniu tej biurokracji, po prostu zapytaja sie o numer konta i ubezpieczenia ktorego nie masz i tak sie to skonczy. Dlatego zlapanie jakiegos etatu na start (np. pierwsze 3 miechy) jest tak istotne.
Sam przez to przechodzilem. Chodzi o zalatwienie wszystkich papierkow zwiazanych z otrzymaniem statusu legalnego podatnika w UK. To co proponujesz Rafiemu jest swietne ale jak juz bendzie mial swuj numer podatkowy i lokalna karte do bankotu. http://www.homeoffice.gov.uk/
Powiem Wam panowie, że przydałaby się na blogu opcja DODAJ NOTKĘ DO ULUBIONYCH / OBSERWOWANYCH. Gdzieś na panelu z prawej pojawiałaby się lista zabukmarkowanych. Wątek ciekawy i mądry. :)
Webjay nie mam pojecia, znam programistow ktorzy sobie radzili w ire, znam tez takich ktorzy sobie radza w uk itp.. Musialbys sprecyzowac co wlasciwie oznacza slowo “lepiej”. Pamietaj tez ze nie jestem programista wiec moja opinia …
Rafi po 2/3 tygodniach jak wyladujesz w londynie i w twoim portfelu wyladuje nowy lokalny plastik, ten watek przestanie byc atrakcyjny hehehe :). Wiesz to duze miasto i dzieje sie wiele :).
Mapet, ogolnie jakie sa roznice / podobienstwa pomiedzy:
pierwsza sprawa: etat/kontrakt - 40h tygodniowo, na reke 15k PLN lub wiecej (4,5k Euro / Ł3,0K)
druga sprawa: mozliwosci dorobienia po godzinach / w weekendy (latwosc znalezienia klienta)
trzecia sprawa: koszt mieszkania (2 - 3 pokoje).
Webjay nie podawaj mi cen w zlotowkach bo nie mam pojecia o tej walucie :).
Generalnie firma bierze cie na 3 miesiace, wyplata zalerzy od twojego doswiadczenia, oraz od kalibru firmy. Nie powiem ci ile dostaniesz wyplaty bo to nie zalerzy odemnie ale twojego potencjalnego szefa. Czesto jesli jestes zielony na wyspie masz +/-1000 miesiecznie za okres testowy ale nie ma specjalnej reguly. Wszytko zalerzy od ciebie i twojego doswiadczenia i jak sie ustawisz. Wyplaty generalnie sa miesiecznie. Potem rozmawia sie o rocznym kontrakcie i innych pieniadzach.
Co zas freelancowania to nie masz obowiazku sie tlumaczyc przed nikim co robisz ze swoim zyciem po pracy. Oczywiscie nie moze to kolidowac z praca ale to masz z regoly w kontrakcie.
Jak latwo znalesc klienta? Nie mam bladego pojecia, to sprawa twoich indywidualnych umiejetnosci. Znam takich ktorzy sie nie moga opendzic, jak i takich ktorzy nie maja zadnych zlecen. Bardzo indywidualna sprawa.
Natomiast mieszkanie, chmmm… zaczynaja sie od 500/ 600 a skonczyc sie moga na 50.000 nmiesiecznie albo wiecej. Zalerzy od strefy, jak blisko np. tube, concil taxu, standartu, land lorda, sasiedztwa, itp.. Kurde Webjay takie pytania sa dobre w uspolecznionej socjalistynej gospodarce gdzie wszytko ma ustalona odgornie przez panstwo cene. Tutaj to nie dziala.
Dla przykladu (bo na stale jeszcze mieszkam w manch i takie tam) apartament w scislym centrum kosztuje jakies min. 700/ 800 min. za normalny standart miesiecznie + oplaty ale juz 30 minut spacerem od tego miejsca za polowe blizniaka jest jakies niecale 600 miesiecznie i mam domek z dwoma pietrami tylko dla siebie :) . Inna sprawa ze polowalem na taka okazje ze 3 miesiace. Oczywiscie moglbym wynajac taki sam dom po drugiej stronie od reki ulicy za dwa razy tyle i bez ogrodu. Tak ze jak sam widzisz jedna ulica a ruznica w cenie pol tysiaca.
Londyn pod tym wzgledem niewiele sie ruzni. Jesli masz jakies 600/ 700 miesiecznie na jame to nie musisz sie przejmowac bo bez problemu znajdziesz cos nie za daleko centrum z fajnym standartem.
Mapet:
Nie wiem, jak dzis, ale dawniej nie trzeba bylo miec w UK pracodawcy, by zarejestrowac sie jako “sole trader”, czyli cos na ksztalt “dzialalnosci gospodarczej”.
Webjay:
O jakie roznice pytasz? Poziom zycia w trzech krajach przy podobnych zarobkach? Na pewno najwiecej zostanie w kieszeni w Polsce, kraju pod niektorymi wzgledami tanszym od Kuby :)
Wiele zalezy od tego, jakiego typu programowaniem sie zajmujesz i w jakiej dziedzinie chcesz pracowac. Nie bedzie latwo o tego typu pieniadze np. przy programowaniu w php, ale roznie bywa. Koszty zycia - oba kraje sa cholernie drogie, w UK jest nieznacznie tansza zywnosc i samochody, ale inne wydatki to wyrownuja.. ;)
Oba kraje sa pod wieloma wzgledami zblizone, Irlandia to takie spokojne zadupie, w UK wiecej “sie dzieje”. Niektorych Londyn napedza, innych meczy - zalezy od typu osobowosci i fazy zycia. W obu krajach w weekendy chleje sie do nieprzytomnosci, w UK wciaz jest wiecej cpania.
Jesli chodzi o dodatkowe zlecenia, zapewne latwiej o nie w branzy webowej, niz przy bardziej hardkorowym programowaniu - ale moge sie mylic.
Bardzo dobrze platne jest fotografowanie, moze czas zaprzac kolekcje szkiel do roboty? :)
—
Z tego, co widze, ludzie, ktorzy mieli problemy ze znalezieniem pierwszej pracy i lapali freelancerke, zazwyczaj maja potem kupe swietnych kontaktow do prywatnych zlecen i w sumie wychodzilo im to na zdrowie.
Kiedys doradzalem emigracje wszystkim. Teraz mam troche inna perspektywe i na pewno nie przekonywalbym do takiego kroku ludzi, ktorzy nie maja podrozniczego ducha Tony’ego Halika, czuja sie w Polsce dobrze, tylko woleliby wiecej zarabiac.
Znam czlowieka ktory prubowal sie zarejstrowac sam. Skonczylo sie na tym ze w koncu znalazl sobie etat i sprawa zostala zalatwiona w ciagu tygodnia. Chodzi o “magiczne pole” ktore ma wypelnic pracodawca. Oczywiscie nie musisz wypelniac tego pola i czekac i czekac i czekac miesiac za miesiacem. Natomiast jeden “dodatkowy” telefon od pracodawcy “w twojej sprawie” zalatwia sprawe od reki. Tym bardziej w dobie walki z teroryzmem. Tak to wyglada w praktyce.
Hehe, mysle sobie o doradzaniu przeprowadzki do innego kraju,… cokolwiek, pogadamy o tym i owym w ta sobote hehehe :). Przy okazji mon daj mi cyne o ktorej przylatujecie, na skype w godzinach urzedowych ;).
Tony Halik, ten to wypalil tyle ziola z indianami ze hoho :). Moze kiedys mu dorosne do piet :).
Mapet: co do Twoich odpowiedzi, ja moge szybko sprecyzowac Ci jakie sa mozliwosci / koszty zycia i pracy w Warszawie, wbrew cytuje “Kurde Webjay takie pytania sa dobre w uspolecznionej socjalistynej gospodarce gdzie wszytko ma ustalona odgornie przez panstwo cene. Tutaj to nie dziala.”
a wiec tak:
3. zycie. konkretne nieumeblowane mieszkanie 2-3 pokojowe to wydatek 1600-2000PLN. najlepiej brac nieumeblowane, bo sa raz tansze, dwa - ludzie nieumeblowane z zasady chca wynajmowac na kilka lat wiec jest ta pewnosc, ze po pol roku nie zadzwonia i nie powiedza, ze im sie odwidzialo. poza tym, nie oplaca sie wynajmowac zadnych kawalerek - kosztuja prawie tyle samo co dwupokojowe - 1000-1200.
zarcie - jak to zarcie, mozna jechac na zuplach chinskich (nigdy nie jadlem) i wykitowac po pol roku. obiad w knajpie kosztuje 15PLN (mniej niz srednia pizza z dowozem) pod warunkiem, ze nie idziesz do restauracji na langusty. I tak jesli jest wolny czas to najlepiej gotowac samemu - obiad od sztuki wychodzi 5PLN + 30 minut roboty i mozesz wybierac - ryba / kurczak pieczony / schabowy / zupa ogorkowa. kolacje / sniadania - zakupy w sklepie i max 10PLN, wiec jedzenie nie powinno kosztowac wiecej niz 450-750PLN. do tego uzywki / imprezy - za 200PLN mozna sie naprawde bardzo dobrze zabawic wieczorem na miescie, choc i 100PLN wystarczy.
1. praca. jest tego w cholere, od malych firemek do duzych firm. dobry webdev moze liczyc na 5000PLN lekka reka, jak ma dobre portfolio, to nawet na 8000PLN. Oczywiscie sa odstepstwa i mozna znalezc fuche na etacie nawet za dyche - wszystko zalezy od skila. I ogolnie - w polowie agencji jest zapierdziel od 9.00 do 17.00 + masa nadgodzin, a w polowie zycie na “lajcie”.
3. zlecenia. ogolnie 50% ich nie ma lub ma jakies cienkie, drugie 50% nie wie co robic z kolejnymi, bo po prostu nie wyrabia czasowo. ze zlecen, jesli pracuje sie w weekendy i po 2-3 godziny na tygodniu mozna lekka reka wycisnac drugi etat, czasami nawet 1,5 tego co z etatu. pracujac luzacko, czyli tylko wieczorami, a weekendy zostawiajac wolne mozna ustrzelic spokojnie polowe tego co na etacie, lub rownowartosc etatu. przydaja sie przede wszystkim znajomosci i Twoj charakter. jesli jestes czlowiekiem, ktory daje sie lubic, to po prostu masz zlecen po uszy, bo z “burakami” nikt nie lubi pracowac i nikt ich pozniej nie poleca. a z polecenia jest tak naprawde najwiecej roboty, bo na ogloszenia w necie nie ma naprawde co marnowac czasu (niestety, w Polsce freelancerka z ogloszen oznacza biede).
Sumujac, jesli jestes dobry w fachu, w Wawie po kosztach zycia na dosc fajnym poziomie (ok. 3000PLN) z etatu powinno pozostac Tobie ok. 2000PLN na inne wydatki. Jesli dorzucisz do tego zlecenia i nie bedziesz sie zbytnio przemeczal, to jestes w stanie odlozyc co miesiac ok. 5000PLN na czysto.
Mapet: mniej wiecej o to mi chodzilo w odniesieniu do UK/Irlandii ;)
Rafalski: interesowaloby mnie na sam poczatek tylko i wylacznie programowanie php/javascript na potrzeby webu (najlepiej jakies systemy webowe typu intranet/extranet/cms/etc), glownie z powodu brakow komunikacyjnych - bo co prawda pisac/czytac Kali potrafi, ale moj jezyk nie jest ‘fluent’ w mowie, a to niestety jest niezbedne do powazniejszej pracy -> zarzadzania zespolem / umiejetnosciach celnej argumentacji w dyskusjach na zywo etc.
aha i pytam przede wszystkim o realne mozliwosci zarobkowe, a nie turystyke / rekreacje / atrakcje ;) to mozna zrobic zawsze i wszedzie (wsiadajac w samolot) interesuja mnie przede wszystkim pieniadze (wiem, brzmie jak okrutny materialista ;))
a co do szkiel - moze i mam ich kilka, ale talentu do fotografowania za grosz ;P
Webjay:
W programowaniu webowym nie zarobisz tu dużo więcej, szczególnie w darmowych technologiach, jak PHP. Zarobki podaje się rocznie brutto, wydaje mi się, że dobry pehapowiec może zacząć od €30-35K rocznie - to będzie bodaj €2100-2400/mies na rękę. Co innego, gdy programujesz poważniejsze sprawy - tu zarobki są wyższe, a zasada taka, że na kontrakcie nieco więcej niż na etacie. Tak do końca nie wiem, ile się zarabia, bo nie śledzę rynku, a moja sytuacja nie jest typowa.
Język oczywiście trzeba znać, może niekoniecznie biegle, ale na takim poziomie, żeby nie był przeszkodą w komunikacji - ale i tu różnie bywa, znam ludzi, którzy braki w gramatyce skutecznie nadrabiają gadatliwością :)
Koszty życia są wysokie, ostatnio znajomi wynajęli mieszkanie w Dublinie: salon, sypialnia duża, sypialnia mała (na “pracownię komputerową”), z przyjemnym tarasem.. za €1450/mies. Można taniej, ale żeby nie mieszkać z ludźmi na kupie trzeba te €900 wydać. Jedzenie jest droższe, niż w Polsce - niektóre produkty 30%, inne 300%. Piwo w sklepie kosztuje €2-2.50, w knajpie €3.80-5. Przejazd środkiem komunikacji jakieś €2. Ubezpieczenie samochodu przynajmniej tysiąc rocznie, ale zdarza się że €700, jeśli masz zniżki z Polski.
Dodaj do tego koszty przelotów i tego, że start może pochłonąć trochę czasu i pieniędzy. Jeśli zdobycie doświadczenia/języka nie jest jednym z ważnych celów, nie wiem, czy taki wyjazd byłby dla Ciebie w ogóle opłacalny.
rafalski: upewniam sie po prostu, ze za granica nie bedzie mi lepiej. tak jak powiedzieliscie z mapetem, oba kraje sa podobne pod wzgledem mozliwosci / kosztow zycia, ceny w skrocie mozna porownac do polskich, z tym, ze 1PLN = 1Euro = 1 Funt ;) a sama praca - oczywiscie zarabia sie wiecej, ale rowniez wiecej wydaje na samo zycie i w ostatecznym rozrachunku moze wyjsc na to, ze z uciulanych pieniedzy jest po prostu mniej (pomijam zupelnie inne walory pracy na wyspach). jest tez opcja pracy z kraju tam, ale wiem, ze stawki sa co najmniej 2x nizsze, a dobrego kontraktu na teleprace nie dostanie sie na pale i z ogloszenia.
bardzo Wam dziekuje.
tak btw. jedynym krajem do ktorego pojechalbym z przyjemnoscia i nie za pieniedzmi, a po to, zeby tam zyc jest Australia i Nowa Zelandia. ale to raczej takie male marzenie niz jakis cel, ktory chce zrealizowac przed 40-stka ;) jest tez Japonia, w ktorej z mila chcecia pomieszkalbym z rok czasu.
Webjay obawiam sie ze nie powinienes sie mnie pytac o takie sprawy, mam zupelnie inna konstrukcje psychiczna. Za swoj sukces uwarzam to ze robiac to lubie nie musze mieszkac w miejscach typu polska a szczegolnie warszawa, podobnie mysle o pomyslach mieszkania gdzies w rosji albo w szwecji. Dziekuje :).
Tak jak mierza mnie kontrakty na min rok na mieszkanie. Nie lubie byc niewolnikiem miejsca, tym bardziej ze lubie mieszkac w ruznych miejscach w terminach ktore wyznaczam sobie samodzielnie. Takie przymusowe osadnictwo mnie troche boli, nigdy nie bylem fanem narodowego socjalizmu. Jestem raczej mobilnym czlowiekiem ceniacym sobie niezalerznosc, przeprowadzki w nowe miejsca to dla mnie zawsze atrakcja.
Co zas kasy. Przelicznik 1do1 jesli chodzi o funta nie dziala w stosunku do zlotowki. Meble do mojego domu kosztowaly mnie jakies f200, nie sadzie zeby w polandzie komus sie udala taka sztuczka za 200zl. Takich przykladow mozna podac mase. Pamietaj ze tu jest zupenie inna sila nabywczej pieniadza. Ostanio jak bylem w polandzie jakies 7 miechow temu ceny za te same rzeczy byly praktycznie takie same jak nie drozsze. Ok zycie moze ogolnie jest tansze ale … a jakosc relacji miedzyludzkich i ogolnie “physical and mental quality” sa tak daleko od moich standartow ze zadna gora zlotych dukatow tego nie zasypie. Tak ze sam widzisz, jest to bardzo indywidualna sprawa.
Nie sadze zeby byl jakis wielki sens tu pracowac przez parenascie miesiecy i ciulac na powrot do polski.
Musisz sie tu troche zasiedziec. Nikt nie robi tu zawrotnych pieniedzy w kilka miesiecy tym bardziej jesli nie jest z tad i wlasnie przyjechal. To jest taki mit ktory pozostal polakom po pierwszej dekadzie lat 80 gdzie za tysiac dolarow (wtedy jakies 6 miesiecy lajtowego ciulania w usa) kupowales dom w polsce. Teraz tak samo masz z mieszkaniami gdzies w afryce, pewnie za f1000 mozesz kupic sobie np. niezla wille w nigeri allbo boswanie.
Jesli zalerzy ci tylko na pieniadzach mozesz sie rozczarowac, lata 80 sie skonczyly i pewnie lepiej dla ciebie jak bendziesz robil swoje w polsce gdzie czujesz sie u siebie, no chyba ze nie czujes sie w polsce “jak u siebie” :).
ps: hehe mam kilku znajomych z nowej zelandi. Ponoc rownie dobrze mozesz osiasc gdzies w walli, tez sklada sie w 90% z owiec i miejsc ich wypasu + jedna autostrada przez caly kraj i nic poza tym :). Ponoc swietne miejsce na wakacje z rodzina, powrot do cywilizacji smakuje wtedy doskonale :). Zachwalano mi polnocna wyspe i nurkowanie oraz lokalne ziolo palone z widokiem na zachod slonca :). Jedno misteczko jako stolica, pastwiska z owcami i parki przyrodnicze dla turystow + stragany z suvenirs :). Cos mi sie wydaje ze kolega sie naogladal filmu Pasikowskiego gdzie NZ jawi sie jako raj na ziemi hehehe… zreszta sam chetnie bym sie kiedys tam wybral na jakis tydzien wakacji ;) .
Tak czytam sobie ten wątek i napiszę Wam, co ja myślę.
Myślałem o wyjeździe na wyspy, ale stwierdziłem, że przy zbliżonym poziomie życia w takim UK zostanie mi znacznie mniej pieniędzy, niż w Polsce. Miałem ciekawą ofertę pracy jako CTO za dosyć przyzwoite jak na Londyn pieniądze (choć niestety w PHP, więc nie była to kwota sześciocyfrowa ani nawet jakoś szczególnie zbliżona do niej tak jak to bywa w technologiach bardziej pro), ale jak odjąłem od tego koszty życia na równie przyzwoitym poziomie to mi wyszło znacznie mniej niż we Wrocławiu. Inna rzecz, że we Wrocławiu pracuję dla brytyjskiej firmy również jako CTO i również przyzwoicie zarabiam, ale w poprzedniej pracy jako Lead Developer dla niemieckiej firmy zarabiałem mniej i też kalkulacja była jednoznaczna.
Kamil, jeśli myślisz o wyjeździe po to, żeby odłożyć kasę, to moim zdaniem musisz wybrać między zarabianiem a normalnym życiem. Albo będziesz żył w warunkach niemalże koczowniczych typu mieszkanie 3-4br z pięcioma-sześcioma obcymi osobami i oszczędzał na innych wydatkach - i wtedy odłożysz więcej - albo będziesz żył na fajnym poziomie ale nic lub niewiele odłożysz. Tego niestety nie przeskoczysz.
Więc wyjazd tam polecam albo ludziom, którym po prostu znudziło się żyć tutaj i chcą pojechać dla poznania czegoś innego, dla zmiany stylu życia, dla miasta oferującego więcej możliwości niż jakiekolwiek polskie (nie chodzi mi tu o możliwości zawodowe), albo osobom, które w Polsce sobie w ogóle nie radzą i jadą tam szukać czegokolwiek - a do takich rzecz jasna nie należysz. :)
Paradoksalnie w kwestii kasy netto (zarobki minus wydatki) to w Polsce jest znacznie lepiej i łatwiej niż w krajach rozwiniętych - przynajmniej w obszarze pozycji opłacanych w wysokości 3-10x średnia krajowa (bo na rynku top executives lepiej jest jednak tam). Ta różnica bierze się np. z tego, że jeśli jesteś naprawdę dobry i operatywny, znajdziesz sobie ciekawe zajęcie w firmie pochodzącej stamtąd - takie firmy często chętnie płacą 2x więcej niż normalnie płaci się w Polsce, co wciąż jest 2x mniej niż płacą u siebie, więc wszyscy się cieszą. W UK bardzo trudno znaleźć pracodawcę, który zapłaci Ci dwukrotną wartość rynkową przeciętnej pensji na Twoim stanowisku - tu już nie wystarczy być zajebiście dobrym, ale jeszcze trzeba trafić na firmę, która kogoś takiego zajebiście, ale to zajebiście potrzebuje i do tego być przez kogoś zarekomendowanym, żeby nie mieli wątpliwości że jesteś na tyle dobry i skuteczny, na ile mówisz.
W temacie wyjazdu gdzieś do pracy, ja osobiście chętnie przeniósłbym się do Singapuru, Tokio, Hong Kongu, Szanghaju, Kuala Lumpur. Te klimaty mnie kręcą i tam chętnie bym żył. Ale jako że nie mam żadnych kontaktów biznesowych w tamtej części świata to raczej prędko się nie stanie, bo bez konkretnych rekomendacji nikt osoby z ulicy nie będzie ściągał do pracy z drugiego końca świata. :)
Jeśli freelancerujesz (w sensie nie masz stałej pracy, która Cię wiąże) i jeśli chodzi Ci tylko o kasę, to spróbuj zakręcić się może wokół kontraktów czasowych. Naprawdę dobry projektant/programista PHP jest w stanie zarobić 250-350 funtów dziennie na kontrakcie w Londynie (choć widziałem ogłoszenia i za 400 funtów). Łatwo policzyć ile po trzymiesięcznym kontrakcie możesz przywieźć do Polski - zwłaszcza, że przez te trzy miesiące możesz po prostu wynajmować pokój zamiast całego mieszkania (ale w jakimś niezbyt przeludnionym mieszkaniu, zresztą prawie na pewno będziesz wynajmował pokój bo nikt nie wynajmie Ci mieszkania na trzy miesiące i jeśli do tego nie masz jeszcze referencji od poprzednich landlordów).
Aczkolwiek nie znam tego z praktyki więc nie wiem, na ile łatwo jest znaleźć takie zajęcie całkiem z ulicy, bez kontaktów i rekomendacji. Natomiast całkiem zapomnij o tym, jeśli masz problemy w komunikacji - podszkol najpierw solidnie język.
Ja mniej więcej coś takiego planuję awaryjnie. Rzucam właśnie pracę i zaczynam od zera coś nowego, własnego - gdy się skończy kasa i jeśli do tej pory nie znajdę inwestora, to taki trzymiesięczny kontrakt w Londynie pozwoli mi podreperować budżet. Mam o tyle dobrze, że mam trochę kontaktów biznesowych w UK więc liczę na to, że gdy rozpuszczę wici to sam się jakiś kontrakt znajdzie dla mnie (zwłaszcza, że i tak regularnie atakują mnie ofertami pracy).
Przy okazji, skoro już ujawniam nieco swoje plany. :) Będę robił nowe przedsięwzięcie, moim zdaniem fajne (na tyle fajne, że rzucam naprawdę dobrą pracę żeby się tym zająć). Potrzebował będę na początku dwóch dobrych programistów PHP i/lub Pythona, przy czym równie ważne co doświadczenie i umiejętności techniczne jest odpowiednie podejście (nie każdy nadaje się do pracy w startupie). Być może będę miał na to solidne finansowanie (prowadzę rozmowy), ale być może się nie uda i będę wszystko realizował własnymi środkami - w tym drugim przypadku musicie być gotowi tak jak ja pracować nad tym na początku bez żadnej pensji (co nie znaczy, że za darmo, bo w zamian za solidną część udziałów). Jeśli ktoś z czytających czuje, że mógłby chcieć w czymś takim uczestniczyć oraz że się nadaje, to chętnie porozmawiam i powiem nieco więcej. Współpraca na początku zdalna, ale preferuję osoby z Wrocławia (lub skłonne do przeprowadzenia się tu), bo jeśli projekt wypali i zacznie zarabiać to planuję otworzenie normalnego biura, bo potrzebnych będzie dużo więcej osób (w tym nietechnicznych, w zasadzie więcej nietechnicznych).
Projekt rzecz jasna webowy, turystyczny i na rynek globalny, nie tylko na Polskę (choć to jeszcze zależy od środków jakie uda mi się zabezpieczyć - istnieje ewentualność startu w Polsce i rozwój na świat po jakimś czasie).
Proszę o nieprzedrukowywanie tego nigdzie indziej - nie jest to już tajne więc mogę tu napisać, ale też jeszcze nie jetem na etapie zbytniego rozgłaszania tego, więc wystarczy, że przeczytają to ci, którzy czytają czasopismo. Ew. podeślijcie link znajomemu jeśli uważacie, że może być zainteresowany. Dzięki. :)
“wyjazd tam polecam albo ludziom, …dla zmiany stylu życia, dla miasta oferującego więcej możliwości niż jakiekolwiek polskie (nie chodzi mi tu o możliwości zawodowe), albo osobom, które w Polsce sobie w ogóle nie radzą i jadą tam szukać czegokolwiek …
Bartek mozliwosci zawodowe w londynie w kazdej branzy bija poland na glowe w takiej skali jaka trudno sobie wyobrazic :). Kwestia umiejetnosci dostrzegania i kozystania z mozliwosci jakie ci daje to miejsce.
Osobiscie osobom ktore sobie nie radza, polecam “naumienie” sie radzenia ze soba. Jesli ktos nie mial w zwyczaju wyskakiwac po swierze pieczywo z rana do pobliskiej piekarni gwarantuje ci ze nie wpadnie na ten pomysl w paryzu. Inna sprawa to definicja (mysle subiektywna) znaczenia slow “radzic sobie w polsce” :).
Przy okazji tematu wynajmowania mieszkania/ domu referencje jak referencje. Agencja prosi cie o papier z banku zaswiadczajacy ze twoje roczne dochody sa przekraczaja np. 30k rocznie. Suma “gwarantowana” zalerzy od ceny wynajmowanego mieszkania, okolicy itp..
Inna sprawa ze sa swietne okazje do wynajmowania z ludzmi na spolke. Nie mowie tu o przeludnionych “polskich domach” ale o normalnych warunkach. Na dodatek z bardzo fajnymi ludzmi z roznych miejsc na swiecie. Tak ze mozna poznac naprawde wybitne postacie i troche poszerzyc swoje zyciowe horyzonta. Potem lecisz na drugi koniec swiata i sie okazuje ze masz tam znajomych bo razem spedziliscie swietny czas w londynie.
Tak ze bylbym daleki od takich uogulnien. Jedno jest pewne, zaczynajac zycie w nowym kraju zaczynasz troche od nowa tak ze muszisz miec pewne cechy harakteru ktore pomagaja a nie przeszkadzaja. Jak na ironie ludzie “radzacy sobie” w polsce tutaj czesto maja wielki zgryz bo nie da sie “zakombinowac i nasciemniac”. Nie ma mamy, taty, kumpli z ktorymi pujdziesz na piwo itp.. Dla wielu ludzi to odciecie od matczynej pepowiny jawi sie niczym najgorszy zyciowy dramat. Co absolutnie nie oznacza ze kazdy radzacy sobie w pl jest patologicznym przypadkiem :).
Odradzam wyjazd tylko dla pieniedzy. Szkoda zycia na duperele, lepiej robic to co sie lubi tam gdzie sie lubi i byc szczesliwym czlowiekiem. Szkoda marnowac sobie zycia po to zeby potwierdzac swoja pozycje w spoleczenstwie za pomoca sumy na koncie. Kazdy dyktator po zabiciu kilku tysiecy ludzi i tak bendzie mial wiecej kasy i wyzsza pozycje. Tak ze ten wyscig do nikad bym polecal sobie odpuscic, zawsze ktos cie przebije tak ze nie ma sie czym podniecac :). Natomiast jesli ktos szuka normalnego zycia (w tutejszym tego slowa znaczeniu), perspektyw do realizowania swoich wlasnych fajnych pomyslow to jak najbardziej polecam. Jesli jestes naprawde dobry, ludzie to lubia i to co robisz jest twoja pasja nie zginiesz, szybciej grozi ci zostanie bardzo, bardzo zamorzynym czlowiekiem :).
Mapet: jasne, że możliwości zawodowych jest tam nieporównywalnie więcej. Napisałem, że piszę nie o nich, bo chodziło mi o uwypuklenie tych wszystkich innych możliwości związanych ze stylem życia.
W temacie “radzenia sobie” nie chodzi mi o cwaniaczkowatość i kombinatorstwo - to są rzeczy, które odrzucają mnie bardzo skutecznie niezależnie czy jestem we Wrocławiu, w Monachium czy w Londynie. :)
Mój przekaz tak naprawdę sprowadza się do tego: jeśli powody są tylko i wyłącznie finansowe - nie wyjeżdżajcie, bo tam na miejscu wcale nie będzie Wam lepiej. A jeśli nie macie w planach odłożenia nie wiadomo ile i wrócenie potem “z kasiorą” do Polski, a po prostu chcecie normalnie, fajnie i na sensownym poziomie żyć - to nie ma co się wahać. :)
Dzielone mieszkanie (nieprzeludnione) - jasne, że może być ciekawe, o ile trafisz/wybierzesz sobie fajnych współlokatorów - mających tak jak Wy normalną pracę i podobne problemy oraz podejście do życia, ale na stałe chyba jednak nie chciałbym tak mieszkać, może zbyt stary i wygodny się już zrobiłem. :)
Dla kogoś kto przyjeżdża nowy na pewno ma to same zalety, bo poza mniejszą liczbą formalności i rzeczy, o które trzeba samemu zadbać, dostajesz też “gratis” kilkoro znajomych, których widujesz codziennie, masz z kim skoczyć na piwo czy do kina, oni mają swoich znajomych, których poznajesz na wspólnych imprezach i w ten sposób po prostu budujesz sobie swoje pierwsze grono znajomych w nowym miejscu. Gdybym ja miał zamiar przeprowadzić się na stałe, to właśnie tak chciałbym mieszkać przez pierwsze pół roku (ale raczej nie dłużej).
Ciekawe na ile webjay po tym wszystkim co piszemy wciąż ma ochotę na przeprowadzkę. :)
Wlasne obserwacje odpowiadaja mi ze ludzie generalnie prowadza podobny styl zycia nie zalerznie od miejsca, to sie nie zmienia az tak bardzo. Poznalem sporo kolesi ktorzy spedzaja cale zycie przed tv, tak samo jak w pl siedzieli z piwem i ogladali mecz tak samo tutaj. To sie nie zmienia jakos specjalnie.
Cala ta fajna strona dotyczny glownie ludzi aktywnych. Jesli byles ruchliwy w pl, tutaj bendziesz dwa razy ruchliwy, podobnie jak zyciowe benefity z tego wynikajace, analogicznie w druga strone.
Sa sytuacje ktore zmieniaja ludzi bardziej niz zmiana miejsca. Pamietam polskie podejscie do sprawy gdzie zmiana miejsca zamieszkania jest jakas dziwna trauma obwarowana cierpieniem i syndromem “za chlebem”. Ze niby dramat, rozpacz i smierc na obcej ziemi. Dla mnie to tylko miejsce. Na starosc i tak sie przeprowadze na pacyfik. Dla mnie najfajniejsze w zyciu jest wlasnie to ze nie jestem przykuty zadnym lancuchem do kawalka ziemi gdzie sie urodzilem. Dlatego zmiana kraju nie robi juz na mnie wrazenia, to tylko frajda :).
Jesli Webjay ma podobne podejscie to pewnie ruszy swoje dupsko chocby po to zeby sobie pozwiedzac swiat z troche glepszej perspektywy niz niedzielny turysta.
Tak jak napisal Rafalski, musisz miec podobne geny jak np. Tony Halik hehehe.
Mysle ze po tym co napisalismy Webjay porzucil ta idee, w sumie jesli przeczytasz jego pierwszy wpis to zauwarzysz ze chce sie upewnic ze wyjazd nie ma sensu tak ze ta decyzja juz chyba dawno zapadla poza ta dyskusja hehehehe :).
ps: Rafalski pusc mi info kiedy przylatujecie zebym mugl sie wyspac i nie zamienic sie w zombi nastepnego dnia oraz zrobil jakies zakupy do lodowki tudziez odkurzyl mieszkanie zeby “elegancko wypasc” :).
mapet: dokladnie tak, decyzja, ze nie ma sensu wyjezdzac zapadla juz dawno temu - tak wiec Bartku, nie mialem ochoty na przeprowadzke - kalkulowalem tylko, czy cos sie zmienilo i czy potencjalnie bylbym bardziej na plus / minus w analogicznej systuacji w innym kraju.
jeszcze wtrace tutaj odpowiedzi do Waszych komentarzy:
1 - mapet: naprawde nie jestem materialista, raczej chlodno kalkuluje
2 - mapet: Nowa Zelandia / peryferia Australii bylyby idealne na emeryture ;)
3 - bartek: zycie na innym poziomie niz obecny nie interesuje mnie wcale - jesli mialbym pracowac za granica chcialbym miec przynajmniej 2 pokoje, bez wspollokatorow, wydawac pieniadze jak dotychczas i niczego sobie nie odmawiac ;) wyjazd traktowalbym jako ‘zycie tam’, a nie ‘zarabianie tam’.
4 - bartek: myslalem o konkraktach, jednak boje sie dalej zbyt duzej ilosci konkurencji, ktora moze chciec po prostu 2 razy mniej ode mnie i samo podejscie do zlecen z ogloszenia mnie nieco razi (choc z sukcesami mialem kiedys kilka projektow ze skandynawi / ameryki polnocnej). poza tym boje sie, ze ciezko bedzie sie ludziom ze mna dogadywac przez telefon.
5 - rafalski: zapomnialem wczesniej napisac - gdybym chcial smigac w mowie po angielsku to poszedlbym na intensywnego callana lub napadal ludzi na skype i z nimi prowadzil konwersacje ;)
oka, wracam do monologu ;) :
jestem czlowiekiem ktory lubi stabilizacje, przywiazuje sie do miejsc i ludzi, jednak pomimo wszystko jestem bardzo samodzielna osoba - tu nie mam Mamy i Taty ktorzy moga mi pomoc, nie przywoze z dawnego domu co 2 miesiace zapasow jedzenia ;) mam co prawda w Warszawie rodzine, ale nie traktuje ich jako ‘pomocna dlon’ wrecz przeciwnie, nie chce im zabierac ich czasu, choc sam z mila checia im pomagam. kurka, przeciez mam prawie 30 lat - liczyc na pomoc od rodziny? to byloby po prostu smieszne! :) sam robie zakupy, potrafie rozporcjowac mieso (potrafilbym nawet rozporcjowac cala swinie i ja ‘wypatroszyc’), dobrze gotuje i potrafie zadbac o porzadek w calym domu (oprocz pokoju komputerowego, gdzie panuje “tworczy haos” ;) ).
podejrzewam, ze na wyspach byloby identycznie po 6 miesiacach / roku / dwoch latach - zaleznie od tego jak szybko potrafilbym sie zaaklimatyzowac (a w to ze potrafilbym nie watpie). ja nie potrafie znalezc dla siebie jakiegos mocnego argumentu, tak wiec przez najblizsze lata nie planuje emigracji gdziekolwiek (no moze przeprowadzilbym sie do malego miasteczka takiego do 20k mieszkancow, gdzie zycie plynie powolutku i nie ma zadnych korkow). zagranica pewnie takze nie mialbym za duzo wolnego czasu, bo po prostu jestem typem pracoholika, ktory i tak robilby w wolnych chwilach podobne rzeczy gdyby mu za to nie placili. uwielbiam tez sie uczyc, niekoniecznie rzeczy potrzebnych w zyciu - wiec wiekszosc czasu siedze na necie i czytam - od spraw technicznych, poprzez materialy dot. fizyki kwantowej, na ostatnim moim hobby - fotografii konczac. a jak che poogladac telewizje to ogladam tylko discovery ;)
nie jestem typem ‘poznaj swiata’, choc jestem niepoprawnym optymista, bardzo ufam ludziom, jestem praktycznym czlowiekiem i nie boje sie wyzwan ;) a to raczej cechy pasujace do typu podroznika.
od czasu do czasu lubie tez wypic i pogadac na imprezie z ludzmi, fajnie jest odwiedza mnie znajomi i przyprowadza kogos nowego - poznawac nowych ludzi jest fajnie, ale miec miliona nowych znajomych - to tez nie to. po prostu uwazam, ze o znajomych trzeba dbac, a nie traktowac ich jako potencjalna pomoc na przyszlosc - od tego mam znajomych ‘biznesowych’ z ktorymi utrzymuje inne nieformalne kontakty. poza tym, juz wyroslem z imprez - to juz nie ten wiek, nie to zdrowie, nie te priorytety, ze weekend jest czasem na balety.
dla mnie wyjazd za granice dla Pensji 3000Euro to po prostu krok w tyl. w Polsce jest dobrze, patrzac na ostatnie lata - coraz lepiej mozna sie tutaj ustawic w zyciu.
poniedzialek piatek chodze do pracy z przyjemnoscia, bo mam tam szefow ktorzy sa jak kumple i kumpli-wspolpracownikow z ktorymi dobrze sie pracuje. po pracy robie dla ludzi ktorych najzwyklej w swiecie lubie, ktorzy nie marudza, wiedza czego chca i szanuja zarowno mnie jak i moj czas. i co najwazniejsze - moge wybrac z kim chce lub nie chce pracowac - wiec nie ma tu zadnego przymusu czy uzerania sie.
sumujac: jest mi w Polsce dobrze :) i na chwile obecna nie widze argumentow za wyjazdem (choc nie twierdze, ze za 2 lata takowych nie znajde ;) ) poza tym - w koncu kiedys trzeba zalozyc rodzine - nie chcialbym obudzic sie z reka w nocniku w wieku 50 lat i rozgladajac sie do okola stwiedzic, ze nie mam ani zony, ani dzieciakow. skonczenie zycia, jako samotna osoba nie interesuje mnie absolutnie ;)
Ja tez uwazam, ze osiagnac szczescie mozna w polsce. zarowno pod wzgledem materialnym jak i np. rodzinnym czy w sposobie zycia, itp. Nie potrzebuje londynu po to aby mnie napedzal, jedyny plus jak dla mnie taki, ze w angli nie trzeba oszczedzac na samochod czy dom, bo i tak wszyscy jada na kredytach, a gospodarka jest w miare stabilna, tak jak i ceny nieruchomosci. w polsce jak dla 33mnie jest jeszcze za wczesnie na kredytowanie domu na 30 lat, a na 3 lata malo kogo stac. reszta to tylko inny styl zycia, ktorym niektorym bardziej odpowiada (mapet), a innym mniej (sis). wiekszosc moich znajomych, ktorzy zarabiaja okolo 4,5 k mowi, ze w gdyby polsce dostali 4 czy 5 k w złotówkach, bez zastanowienia by wrocili.
ps. na trojce urodzinowy koncert Kultu :) jesli ktos lubi a nie wiedzial, to nagrywam :)
btw. koncertu, widze, ze polskie radio ma wiecej sympatykow ;))) jak ktos chcialby teraz to: http://www.polskieradio.pl/sluchaj/play.aspx?p=i3 - milego sluchania.
Shark milo ze nagrywasz, z checia sciagne Twojego ripa :)))
nie doczytalem jeszcze watku, ale sie staram. webjay: ty serio mowisz o odlozeniu 5k pln przy normalnej pracy w warszawie? jak tak to bede musial sporo przemyslec. wychodzi na to, ze dobrze wyszlo, ze przelozylem rozmowe o podwyzke na przyszly tydzien…
ps. pozdrowienia z pocket pc ;)
Mapet
czerwiec 29th, 2007 at 10:08:40
Chmmm a co potrzebujesz wiedziec?
RAFi
czerwiec 29th, 2007 at 10:13:21
Dobre agencje reklamowe/interaktywne. Pośredniaki. Namiary na wakaty. ;)
Póki co rozglądam się po serwisach www agencji rekrutujących.
Mieszkanie już mam zaklepane.
Mapet
czerwiec 29th, 2007 at 12:22:27
Posrednicy, posrednikami, wysylac CV nie zaszkodzi, zawsze to wieksze pole razenia. Natomiast jesli nie chcesz spedzic pol roku czekajac az ktos z jakies agencji posredniczacej do ciebie odzwoni wpisz w google to czego szukasz. Czyli firm netowe w londynie. Wysylaj CV bezposrednio do firm. Posrednicy sa drodzy i firmy czesto unikaja kontaktu z nimi jak ognia chyba ze jakis akt desperacji albo head hunters ktorzy szukaja ludzi do dyrektorowania. Licz sie z tym ze nie majac lokalnego numeru telefonu i adresu w cv (uk) czesc firm od razu cie zluzuje.
Ale to nic strasznego, jak przyjedziesz to wyslij do nich mejla jeszcze raz. Warto sie przypomniec i dac cyne ze jak by cos to jestes juz na miejscu. Generalnie ZAWSZE najlepiej byc na miejscu bo wtedy odrazu sie umawiasz na rozmowe nastepnego dnia albo jakos tak. Latwiej sie spotkac kiedy sie mieszka w tym samym miescie gdzie miesci sie firma ;). Firm szukaj w googlu i yellow pages itp. sam wiesz co nalezy zrobic ;).
Nie wiem czym sa dla ciebie dobre agencje?
Czy jakis korporacyjny sznyt czy tez poprostu firma robiaca fajne sajty z fajna amosfera i fajnymi ludzmi na pokladzie.
Na poczatek jednym jesli nie najwarzniejszym kryterium ktorym powinienes sie kierowac to lokalizacja firmy. Londym nie jest maly i spedzanie codziennie 4 do 6 godzin na dojazd do pracy nie jest najlepszym rozwiazaniem. Sprawdzaj adresy i wybieraj te miejsca gdzie masz dobry i normalny dojazd z domu. Wiadomo ze najfajniejsze firmy sa w centrum i okolicach ale nie jest to 100% regula.
Jesli jestes dobry i dogadujesz sie z ludzmi to szybko powinienes cos znalesc. Moze pierwsza firma nie koniecznie bendzie tym wlasciwym miejscem ale nie od razu rzym zbudowano ;).
Tak z ciekawosci sie zapytam w ktorej czesci londynu londujesz?
RAFi
czerwiec 29th, 2007 at 14:03:18
Dzięki za rady, Mapet.
W Londynie ląduje SW15. Ale jak dostanę pracę w innym, znacznie bardziej odległym rejonie to oczywiście jestem gotów na przeprowadzkę. ;)
Mapet
czerwiec 29th, 2007 at 14:57:36
Calkiem fajna okolica i doskonaly park :). Do centrum pownines miec jakies max 30 min. miejska komunikacja (pociagiem) i jestes w scislym centrum. Dobra miejscowka, doskonala na pierwsze lato w londynie :). Trzymam kciuki i mysle ze rychlo sie spotkamy :). South london rulez :).
webjay
czerwiec 29th, 2007 at 18:31:31
powodzenia RAFi, chociaz osobiscie balbym sie jechac ‘na pale’.
rafalski
czerwiec 30th, 2007 at 12:43:09
Różnie bywa, webjay, ja jechałem na pałę i miałem pracę w branży w Dublinie po tygodniu, choć znam takich, którzy szukali i po 3 miesiące, posiłkując się jakaś freelancerką.
Zresztą w Londynie jest popularne freelancowanie na miejscu w firmie, według stawek dziennych. Ludzie często tak jadą po kilka lat i są zadowoleni. Zdarza się np. że firma daje Ci zlecenie i wynajmuje Ci do tego biurko z komputerem - taki sposób na uniknięcie podatków i stałej umowy, bo de facto pracujesz u nich na miejscu.
Polecam :
http://www.krop.com
http://jobs.brandrepublic.com/
http://www.creativehotlist.com/
http://jobs.guardian.co.uk/
http://jobs.chinwag.com/
http://www.ycnonline.com/
http://www.freelanceuk.com/
marcin gorecki
czerwiec 30th, 2007 at 21:17:50
RAFi: jedna z lepszych stron z ofertami to cwjobs, chociaz nie wie jak duzo tam jest dla grafikow.
webjay
lipiec 1st, 2007 at 08:43:12
rafalski: no po prostu ja na pale bym sie bal. jak w wawie szukalem pracy jednego roku w grudniu, to tez sie balem - ze niedlugo swieta, nowy rok i ze bedzie kapa. wyslalem o 4.00 w poniedzialek kilka cv, w ten sam poniedzialek do 14.00 bylem juz umowiony na caly tydzien na rozmowy. w weekend wybieralem z posrod kilku agencji / firm.
i z perspektywy czasu mowie: pracy szuka sie tydzien, jednak wracajac do tamtego grudnia z jego perspektywy powiem: wtedy balem sie, ze nie znajde roboy tak szybko ;)
RAFi: jesli mozesz, to nagraj sobie wszystko przed wyjazdem. ogolnie nawet jesli sobie nie nagrasz, to bedziesz mial np. sygnaly 4 czy 6 razy ’szkoda, ze Pan nie jest na miejscu, bo bylibysmy bardzo zainteresowani’ i wtedy jedziesz bez zadnego stresu. i uderzalbym przede wszystkim bezposrednio do konkretych firm, bez zadnych posredniakow, etc. a rozmowy telefoniczne via skype kosztuja przeciez grosze.
opi
lipiec 1st, 2007 at 10:53:20
Kolejny człowiek który może coś zrobić jedzie. No cóż, nie, żebym był zdziwiony. :-)
Powodzenia! :-)
marcin gorecki
lipiec 1st, 2007 at 12:55:29
RAFi, moze w takim razie Barcelona? Blisko juz masz ;)
RAFi
lipiec 1st, 2007 at 20:03:10
No dobra, to kto mi pożyczy z 4000 zł? ;)
webjay
lipiec 1st, 2007 at 20:39:26
bank BPH ze swoja pozyczna ‘na co tylko chcesz’ ;) niby zart, ale tak naprawde to chyba najlepszy sposob na gotowke, ktora chcesz oddac w ciagu 2-3 miesiecy…
ps. ja ostatnio tyle razy na pozyczkach sie sparzylem, ze nikomu juz nie pozyczam…
RAFi
lipiec 1st, 2007 at 20:52:56
lol, webjay, żartowałem z tą pożyczką :D
webjay
lipiec 2nd, 2007 at 07:26:00
uffffffff ;)))))
Mapet
lipiec 2nd, 2007 at 11:20:18
Freelancerka w londynie bardzo fajna sprawa, ale na poczatek polecam zlapac jakis etat po to zeby poznac ludzi z branzy i sie troche oswoic z troche inna rzeczywistoscia. Czesto sie okazuje ze ludzie ktorych poznales w jakies firmie gdzie pracowales robia z toba puzniej freelance. Zreszta bez etatu bendziesz mial powazny problem, to nie irlandia i biurokracja dziala tu zupelnie inaczej. Prawda jest taka ze potrzebujesz tego etatu zeby sie zalegalizowac “national insurance” i zalorzyc konto w banku, bez papierka od pracodawcy nie da sie tego zrobic.
Istotny jest tez czynnik psychologiczny, latwiej sie startuje i poznaje nowe miejsce kiedy masz jakis w miare staly dochod i nie musisz sie przejmowac zmianami mieszkania bo zawsze masz na kaucje i legalne konto w banku. Takie czysto niezbedne organizacyjno, zyciowe, finansowe sprawy. Tym bardziej ze do uprawiania freelancerki tak czy siak potrzebujesz lokalnych sajtow w portfolio, bez tego nikt nie bendzie z toba rozmawial chyba ze zdarzy sie jakis cud.
ps: tez wyjechalem “na pale”. Potem tak samo na pale sie przeprowadzilem z irlandi do angli. Swietne doswiadczenie, ok bywaly przyciezkawe momenty szczegolnie na starcie w nowych miejscach bo nikogo nie znalem, ale nabyte w ten sposob doswiadczenie okazalo sie bezcenne :).
rafalski
lipiec 2nd, 2007 at 14:14:33
Mapet, w Londynie freelancerka często oznacza w miarę stałą pracę, na miejscu w firmie, tylko np. na czas trwania określonego projektu. Znam ludzi, którzy brali takie rzeczy dopóki nie znaleźli etatu i jechali tak przez długi czas, zresztą nierzadko można po jakimś czasie dostać etat w takiej firmie. Podobnym rozwiązaniem jest praca na kontrakt - płaci się według stawek dziennych/godzinowych. Kontrakt może być na czas określonego projektu, albo regularnie przedłużany. Bardzo sobie chwalę takie rozwiązanie, podobnie jak ludzie z mojej firmy, którzy funkcjonują tak już od lat i w żaden sposób nie czują się “czasowo zatrudnieni”. Dużą zaletą jest to, że firma, zamiast zaciemniać obraz zarobków “benefitami pracowniczymi” - ubezpieczenie, emerytura, siłownia, masaż, itd. po prostu płaci kontraktorom więcej, niż pracownikom etatowym.
Są np. agencje, które dostarczają stałą pracę freelancerom i w tym się specjalizują.
Kolejne linki:
http://www.xchangeteam.com/
http://www.mad.co.uk//Main/Jobs/Default.html
Mapet
lipiec 2nd, 2007 at 14:46:45
Spoko Rafal, znam ten tryb, ale… to inny kraj. Rafi potrzebuje sie zarejstrowac w “HO” bo bez tego dokumentu nie ma zadnych szansz na otworzenie konta w banku a do tego potrzebna jest jakas firma ktora bendzie widniana na jego wniosku. Czyli musi sie wykazac stalym miejscem zatrudnienia bo jest to czesc wniosku. Wyglada to zupelnie inaczej niz PPS w irlandi. Bez owych dokumentow mozesz brac tylko freelance na czarno gdzie gotowka przechodzi z reki do reki. Agencje nie pomoga ci w zalatwieniu tej biurokracji, po prostu zapytaja sie o numer konta i ubezpieczenia ktorego nie masz i tak sie to skonczy. Dlatego zlapanie jakiegos etatu na start (np. pierwsze 3 miechy) jest tak istotne.
Sam przez to przechodzilem. Chodzi o zalatwienie wszystkich papierkow zwiazanych z otrzymaniem statusu legalnego podatnika w UK. To co proponujesz Rafiemu jest swietne ale jak juz bendzie mial swuj numer podatkowy i lokalna karte do bankotu. http://www.homeoffice.gov.uk/
webjay
lipiec 2nd, 2007 at 20:17:37
a tak nieco z innej beczki: lepiej w Anglii czy Irlandii (dla architekta / programisty)?
RAFi
lipiec 2nd, 2007 at 22:40:02
Powiem Wam panowie, że przydałaby się na blogu opcja DODAJ NOTKĘ DO ULUBIONYCH / OBSERWOWANYCH. Gdzieś na panelu z prawej pojawiałaby się lista zabukmarkowanych. Wątek ciekawy i mądry. :)
Mapet
lipiec 3rd, 2007 at 10:45:27
Webjay nie mam pojecia, znam programistow ktorzy sobie radzili w ire, znam tez takich ktorzy sobie radza w uk itp.. Musialbys sprecyzowac co wlasciwie oznacza slowo “lepiej”. Pamietaj tez ze nie jestem programista wiec moja opinia …
Rafi po 2/3 tygodniach jak wyladujesz w londynie i w twoim portfelu wyladuje nowy lokalny plastik, ten watek przestanie byc atrakcyjny hehehe :). Wiesz to duze miasto i dzieje sie wiele :).
webjay
lipiec 3rd, 2007 at 11:41:20
Mapet, ogolnie jakie sa roznice / podobienstwa pomiedzy:
pierwsza sprawa: etat/kontrakt - 40h tygodniowo, na reke 15k PLN lub wiecej (4,5k Euro / Ł3,0K)
druga sprawa: mozliwosci dorobienia po godzinach / w weekendy (latwosc znalezienia klienta)
trzecia sprawa: koszt mieszkania (2 - 3 pokoje).
Mapet
lipiec 3rd, 2007 at 12:40:00
Webjay nie podawaj mi cen w zlotowkach bo nie mam pojecia o tej walucie :).
Generalnie firma bierze cie na 3 miesiace, wyplata zalerzy od twojego doswiadczenia, oraz od kalibru firmy. Nie powiem ci ile dostaniesz wyplaty bo to nie zalerzy odemnie ale twojego potencjalnego szefa. Czesto jesli jestes zielony na wyspie masz +/-1000 miesiecznie za okres testowy ale nie ma specjalnej reguly. Wszytko zalerzy od ciebie i twojego doswiadczenia i jak sie ustawisz. Wyplaty generalnie sa miesiecznie. Potem rozmawia sie o rocznym kontrakcie i innych pieniadzach.
Co zas freelancowania to nie masz obowiazku sie tlumaczyc przed nikim co robisz ze swoim zyciem po pracy. Oczywiscie nie moze to kolidowac z praca ale to masz z regoly w kontrakcie.
Jak latwo znalesc klienta? Nie mam bladego pojecia, to sprawa twoich indywidualnych umiejetnosci. Znam takich ktorzy sie nie moga opendzic, jak i takich ktorzy nie maja zadnych zlecen. Bardzo indywidualna sprawa.
Natomiast mieszkanie, chmmm… zaczynaja sie od 500/ 600 a skonczyc sie moga na 50.000 nmiesiecznie albo wiecej. Zalerzy od strefy, jak blisko np. tube, concil taxu, standartu, land lorda, sasiedztwa, itp.. Kurde Webjay takie pytania sa dobre w uspolecznionej socjalistynej gospodarce gdzie wszytko ma ustalona odgornie przez panstwo cene. Tutaj to nie dziala.
Dla przykladu (bo na stale jeszcze mieszkam w manch i takie tam) apartament w scislym centrum kosztuje jakies min. 700/ 800 min. za normalny standart miesiecznie + oplaty ale juz 30 minut spacerem od tego miejsca za polowe blizniaka jest jakies niecale 600 miesiecznie i mam domek z dwoma pietrami tylko dla siebie :) . Inna sprawa ze polowalem na taka okazje ze 3 miesiace. Oczywiscie moglbym wynajac taki sam dom po drugiej stronie od reki ulicy za dwa razy tyle i bez ogrodu. Tak ze jak sam widzisz jedna ulica a ruznica w cenie pol tysiaca.
Londyn pod tym wzgledem niewiele sie ruzni. Jesli masz jakies 600/ 700 miesiecznie na jame to nie musisz sie przejmowac bo bez problemu znajdziesz cos nie za daleko centrum z fajnym standartem.
rafalski
lipiec 3rd, 2007 at 14:00:08
Mapet:
Nie wiem, jak dzis, ale dawniej nie trzeba bylo miec w UK pracodawcy, by zarejestrowac sie jako “sole trader”, czyli cos na ksztalt “dzialalnosci gospodarczej”.
Webjay:
O jakie roznice pytasz? Poziom zycia w trzech krajach przy podobnych zarobkach? Na pewno najwiecej zostanie w kieszeni w Polsce, kraju pod niektorymi wzgledami tanszym od Kuby :)
Wiele zalezy od tego, jakiego typu programowaniem sie zajmujesz i w jakiej dziedzinie chcesz pracowac. Nie bedzie latwo o tego typu pieniadze np. przy programowaniu w php, ale roznie bywa. Koszty zycia - oba kraje sa cholernie drogie, w UK jest nieznacznie tansza zywnosc i samochody, ale inne wydatki to wyrownuja.. ;)
Oba kraje sa pod wieloma wzgledami zblizone, Irlandia to takie spokojne zadupie, w UK wiecej “sie dzieje”. Niektorych Londyn napedza, innych meczy - zalezy od typu osobowosci i fazy zycia. W obu krajach w weekendy chleje sie do nieprzytomnosci, w UK wciaz jest wiecej cpania.
Jesli chodzi o dodatkowe zlecenia, zapewne latwiej o nie w branzy webowej, niz przy bardziej hardkorowym programowaniu - ale moge sie mylic.
Bardzo dobrze platne jest fotografowanie, moze czas zaprzac kolekcje szkiel do roboty? :)
—
Z tego, co widze, ludzie, ktorzy mieli problemy ze znalezieniem pierwszej pracy i lapali freelancerke, zazwyczaj maja potem kupe swietnych kontaktow do prywatnych zlecen i w sumie wychodzilo im to na zdrowie.
Kiedys doradzalem emigracje wszystkim. Teraz mam troche inna perspektywe i na pewno nie przekonywalbym do takiego kroku ludzi, ktorzy nie maja podrozniczego ducha Tony’ego Halika, czuja sie w Polsce dobrze, tylko woleliby wiecej zarabiac.
Mapet
lipiec 3rd, 2007 at 15:44:37
Znam czlowieka ktory prubowal sie zarejstrowac sam. Skonczylo sie na tym ze w koncu znalazl sobie etat i sprawa zostala zalatwiona w ciagu tygodnia. Chodzi o “magiczne pole” ktore ma wypelnic pracodawca. Oczywiscie nie musisz wypelniac tego pola i czekac i czekac i czekac miesiac za miesiacem. Natomiast jeden “dodatkowy” telefon od pracodawcy “w twojej sprawie” zalatwia sprawe od reki. Tym bardziej w dobie walki z teroryzmem. Tak to wyglada w praktyce.
Hehe, mysle sobie o doradzaniu przeprowadzki do innego kraju,… cokolwiek, pogadamy o tym i owym w ta sobote hehehe :). Przy okazji mon daj mi cyne o ktorej przylatujecie, na skype w godzinach urzedowych ;).
Tony Halik, ten to wypalil tyle ziola z indianami ze hoho :). Moze kiedys mu dorosne do piet :).
webjay
lipiec 3rd, 2007 at 23:36:18
Mapet: co do Twoich odpowiedzi, ja moge szybko sprecyzowac Ci jakie sa mozliwosci / koszty zycia i pracy w Warszawie, wbrew cytuje “Kurde Webjay takie pytania sa dobre w uspolecznionej socjalistynej gospodarce gdzie wszytko ma ustalona odgornie przez panstwo cene. Tutaj to nie dziala.”
a wiec tak:
3. zycie. konkretne nieumeblowane mieszkanie 2-3 pokojowe to wydatek 1600-2000PLN. najlepiej brac nieumeblowane, bo sa raz tansze, dwa - ludzie nieumeblowane z zasady chca wynajmowac na kilka lat wiec jest ta pewnosc, ze po pol roku nie zadzwonia i nie powiedza, ze im sie odwidzialo. poza tym, nie oplaca sie wynajmowac zadnych kawalerek - kosztuja prawie tyle samo co dwupokojowe - 1000-1200.
zarcie - jak to zarcie, mozna jechac na zuplach chinskich (nigdy nie jadlem) i wykitowac po pol roku. obiad w knajpie kosztuje 15PLN (mniej niz srednia pizza z dowozem) pod warunkiem, ze nie idziesz do restauracji na langusty. I tak jesli jest wolny czas to najlepiej gotowac samemu - obiad od sztuki wychodzi 5PLN + 30 minut roboty i mozesz wybierac - ryba / kurczak pieczony / schabowy / zupa ogorkowa. kolacje / sniadania - zakupy w sklepie i max 10PLN, wiec jedzenie nie powinno kosztowac wiecej niz 450-750PLN. do tego uzywki / imprezy - za 200PLN mozna sie naprawde bardzo dobrze zabawic wieczorem na miescie, choc i 100PLN wystarczy.
1. praca. jest tego w cholere, od malych firemek do duzych firm. dobry webdev moze liczyc na 5000PLN lekka reka, jak ma dobre portfolio, to nawet na 8000PLN. Oczywiscie sa odstepstwa i mozna znalezc fuche na etacie nawet za dyche - wszystko zalezy od skila. I ogolnie - w polowie agencji jest zapierdziel od 9.00 do 17.00 + masa nadgodzin, a w polowie zycie na “lajcie”.
3. zlecenia. ogolnie 50% ich nie ma lub ma jakies cienkie, drugie 50% nie wie co robic z kolejnymi, bo po prostu nie wyrabia czasowo. ze zlecen, jesli pracuje sie w weekendy i po 2-3 godziny na tygodniu mozna lekka reka wycisnac drugi etat, czasami nawet 1,5 tego co z etatu. pracujac luzacko, czyli tylko wieczorami, a weekendy zostawiajac wolne mozna ustrzelic spokojnie polowe tego co na etacie, lub rownowartosc etatu. przydaja sie przede wszystkim znajomosci i Twoj charakter. jesli jestes czlowiekiem, ktory daje sie lubic, to po prostu masz zlecen po uszy, bo z “burakami” nikt nie lubi pracowac i nikt ich pozniej nie poleca. a z polecenia jest tak naprawde najwiecej roboty, bo na ogloszenia w necie nie ma naprawde co marnowac czasu (niestety, w Polsce freelancerka z ogloszen oznacza biede).
Sumujac, jesli jestes dobry w fachu, w Wawie po kosztach zycia na dosc fajnym poziomie (ok. 3000PLN) z etatu powinno pozostac Tobie ok. 2000PLN na inne wydatki. Jesli dorzucisz do tego zlecenia i nie bedziesz sie zbytnio przemeczal, to jestes w stanie odlozyc co miesiac ok. 5000PLN na czysto.
Mapet: mniej wiecej o to mi chodzilo w odniesieniu do UK/Irlandii ;)
Rafalski: interesowaloby mnie na sam poczatek tylko i wylacznie programowanie php/javascript na potrzeby webu (najlepiej jakies systemy webowe typu intranet/extranet/cms/etc), glownie z powodu brakow komunikacyjnych - bo co prawda pisac/czytac Kali potrafi, ale moj jezyk nie jest ‘fluent’ w mowie, a to niestety jest niezbedne do powazniejszej pracy -> zarzadzania zespolem / umiejetnosciach celnej argumentacji w dyskusjach na zywo etc.
aha i pytam przede wszystkim o realne mozliwosci zarobkowe, a nie turystyke / rekreacje / atrakcje ;) to mozna zrobic zawsze i wszedzie (wsiadajac w samolot) interesuja mnie przede wszystkim pieniadze (wiem, brzmie jak okrutny materialista ;))
a co do szkiel - moze i mam ich kilka, ale talentu do fotografowania za grosz ;P
rafalski
lipiec 4th, 2007 at 02:32:05
Webjay:
W programowaniu webowym nie zarobisz tu dużo więcej, szczególnie w darmowych technologiach, jak PHP. Zarobki podaje się rocznie brutto, wydaje mi się, że dobry pehapowiec może zacząć od €30-35K rocznie - to będzie bodaj €2100-2400/mies na rękę. Co innego, gdy programujesz poważniejsze sprawy - tu zarobki są wyższe, a zasada taka, że na kontrakcie nieco więcej niż na etacie. Tak do końca nie wiem, ile się zarabia, bo nie śledzę rynku, a moja sytuacja nie jest typowa.
Język oczywiście trzeba znać, może niekoniecznie biegle, ale na takim poziomie, żeby nie był przeszkodą w komunikacji - ale i tu różnie bywa, znam ludzi, którzy braki w gramatyce skutecznie nadrabiają gadatliwością :)
Koszty życia są wysokie, ostatnio znajomi wynajęli mieszkanie w Dublinie: salon, sypialnia duża, sypialnia mała (na “pracownię komputerową”), z przyjemnym tarasem.. za €1450/mies. Można taniej, ale żeby nie mieszkać z ludźmi na kupie trzeba te €900 wydać. Jedzenie jest droższe, niż w Polsce - niektóre produkty 30%, inne 300%. Piwo w sklepie kosztuje €2-2.50, w knajpie €3.80-5. Przejazd środkiem komunikacji jakieś €2. Ubezpieczenie samochodu przynajmniej tysiąc rocznie, ale zdarza się że €700, jeśli masz zniżki z Polski.
Dodaj do tego koszty przelotów i tego, że start może pochłonąć trochę czasu i pieniędzy. Jeśli zdobycie doświadczenia/języka nie jest jednym z ważnych celów, nie wiem, czy taki wyjazd byłby dla Ciebie w ogóle opłacalny.
webjay
lipiec 4th, 2007 at 09:37:56
rafalski: upewniam sie po prostu, ze za granica nie bedzie mi lepiej. tak jak powiedzieliscie z mapetem, oba kraje sa podobne pod wzgledem mozliwosci / kosztow zycia, ceny w skrocie mozna porownac do polskich, z tym, ze 1PLN = 1Euro = 1 Funt ;) a sama praca - oczywiscie zarabia sie wiecej, ale rowniez wiecej wydaje na samo zycie i w ostatecznym rozrachunku moze wyjsc na to, ze z uciulanych pieniedzy jest po prostu mniej (pomijam zupelnie inne walory pracy na wyspach). jest tez opcja pracy z kraju tam, ale wiem, ze stawki sa co najmniej 2x nizsze, a dobrego kontraktu na teleprace nie dostanie sie na pale i z ogloszenia.
bardzo Wam dziekuje.
tak btw. jedynym krajem do ktorego pojechalbym z przyjemnoscia i nie za pieniedzmi, a po to, zeby tam zyc jest Australia i Nowa Zelandia. ale to raczej takie male marzenie niz jakis cel, ktory chce zrealizowac przed 40-stka ;) jest tez Japonia, w ktorej z mila chcecia pomieszkalbym z rok czasu.
Mapet
lipiec 4th, 2007 at 11:32:23
Webjay obawiam sie ze nie powinienes sie mnie pytac o takie sprawy, mam zupelnie inna konstrukcje psychiczna. Za swoj sukces uwarzam to ze robiac to lubie nie musze mieszkac w miejscach typu polska a szczegolnie warszawa, podobnie mysle o pomyslach mieszkania gdzies w rosji albo w szwecji. Dziekuje :).
Tak jak mierza mnie kontrakty na min rok na mieszkanie. Nie lubie byc niewolnikiem miejsca, tym bardziej ze lubie mieszkac w ruznych miejscach w terminach ktore wyznaczam sobie samodzielnie. Takie przymusowe osadnictwo mnie troche boli, nigdy nie bylem fanem narodowego socjalizmu. Jestem raczej mobilnym czlowiekiem ceniacym sobie niezalerznosc, przeprowadzki w nowe miejsca to dla mnie zawsze atrakcja.
Co zas kasy. Przelicznik 1do1 jesli chodzi o funta nie dziala w stosunku do zlotowki. Meble do mojego domu kosztowaly mnie jakies f200, nie sadzie zeby w polandzie komus sie udala taka sztuczka za 200zl. Takich przykladow mozna podac mase. Pamietaj ze tu jest zupenie inna sila nabywczej pieniadza. Ostanio jak bylem w polandzie jakies 7 miechow temu ceny za te same rzeczy byly praktycznie takie same jak nie drozsze. Ok zycie moze ogolnie jest tansze ale … a jakosc relacji miedzyludzkich i ogolnie “physical and mental quality” sa tak daleko od moich standartow ze zadna gora zlotych dukatow tego nie zasypie. Tak ze sam widzisz, jest to bardzo indywidualna sprawa.
Nie sadze zeby byl jakis wielki sens tu pracowac przez parenascie miesiecy i ciulac na powrot do polski.
Musisz sie tu troche zasiedziec. Nikt nie robi tu zawrotnych pieniedzy w kilka miesiecy tym bardziej jesli nie jest z tad i wlasnie przyjechal. To jest taki mit ktory pozostal polakom po pierwszej dekadzie lat 80 gdzie za tysiac dolarow (wtedy jakies 6 miesiecy lajtowego ciulania w usa) kupowales dom w polsce. Teraz tak samo masz z mieszkaniami gdzies w afryce, pewnie za f1000 mozesz kupic sobie np. niezla wille w nigeri allbo boswanie.
Jesli zalerzy ci tylko na pieniadzach mozesz sie rozczarowac, lata 80 sie skonczyly i pewnie lepiej dla ciebie jak bendziesz robil swoje w polsce gdzie czujesz sie u siebie, no chyba ze nie czujes sie w polsce “jak u siebie” :).
ps: hehe mam kilku znajomych z nowej zelandi. Ponoc rownie dobrze mozesz osiasc gdzies w walli, tez sklada sie w 90% z owiec i miejsc ich wypasu + jedna autostrada przez caly kraj i nic poza tym :). Ponoc swietne miejsce na wakacje z rodzina, powrot do cywilizacji smakuje wtedy doskonale :). Zachwalano mi polnocna wyspe i nurkowanie oraz lokalne ziolo palone z widokiem na zachod slonca :). Jedno misteczko jako stolica, pastwiska z owcami i parki przyrodnicze dla turystow + stragany z suvenirs :). Cos mi sie wydaje ze kolega sie naogladal filmu Pasikowskiego gdzie NZ jawi sie jako raj na ziemi hehehe… zreszta sam chetnie bym sie kiedys tam wybral na jakis tydzien wakacji ;) .
Bartek_rac
lipiec 4th, 2007 at 12:09:39
Tak czytam sobie ten wątek i napiszę Wam, co ja myślę.
Myślałem o wyjeździe na wyspy, ale stwierdziłem, że przy zbliżonym poziomie życia w takim UK zostanie mi znacznie mniej pieniędzy, niż w Polsce. Miałem ciekawą ofertę pracy jako CTO za dosyć przyzwoite jak na Londyn pieniądze (choć niestety w PHP, więc nie była to kwota sześciocyfrowa ani nawet jakoś szczególnie zbliżona do niej tak jak to bywa w technologiach bardziej pro), ale jak odjąłem od tego koszty życia na równie przyzwoitym poziomie to mi wyszło znacznie mniej niż we Wrocławiu. Inna rzecz, że we Wrocławiu pracuję dla brytyjskiej firmy również jako CTO i również przyzwoicie zarabiam, ale w poprzedniej pracy jako Lead Developer dla niemieckiej firmy zarabiałem mniej i też kalkulacja była jednoznaczna.
Kamil, jeśli myślisz o wyjeździe po to, żeby odłożyć kasę, to moim zdaniem musisz wybrać między zarabianiem a normalnym życiem. Albo będziesz żył w warunkach niemalże koczowniczych typu mieszkanie 3-4br z pięcioma-sześcioma obcymi osobami i oszczędzał na innych wydatkach - i wtedy odłożysz więcej - albo będziesz żył na fajnym poziomie ale nic lub niewiele odłożysz. Tego niestety nie przeskoczysz.
Więc wyjazd tam polecam albo ludziom, którym po prostu znudziło się żyć tutaj i chcą pojechać dla poznania czegoś innego, dla zmiany stylu życia, dla miasta oferującego więcej możliwości niż jakiekolwiek polskie (nie chodzi mi tu o możliwości zawodowe), albo osobom, które w Polsce sobie w ogóle nie radzą i jadą tam szukać czegokolwiek - a do takich rzecz jasna nie należysz. :)
Paradoksalnie w kwestii kasy netto (zarobki minus wydatki) to w Polsce jest znacznie lepiej i łatwiej niż w krajach rozwiniętych - przynajmniej w obszarze pozycji opłacanych w wysokości 3-10x średnia krajowa (bo na rynku top executives lepiej jest jednak tam). Ta różnica bierze się np. z tego, że jeśli jesteś naprawdę dobry i operatywny, znajdziesz sobie ciekawe zajęcie w firmie pochodzącej stamtąd - takie firmy często chętnie płacą 2x więcej niż normalnie płaci się w Polsce, co wciąż jest 2x mniej niż płacą u siebie, więc wszyscy się cieszą. W UK bardzo trudno znaleźć pracodawcę, który zapłaci Ci dwukrotną wartość rynkową przeciętnej pensji na Twoim stanowisku - tu już nie wystarczy być zajebiście dobrym, ale jeszcze trzeba trafić na firmę, która kogoś takiego zajebiście, ale to zajebiście potrzebuje i do tego być przez kogoś zarekomendowanym, żeby nie mieli wątpliwości że jesteś na tyle dobry i skuteczny, na ile mówisz.
W temacie wyjazdu gdzieś do pracy, ja osobiście chętnie przeniósłbym się do Singapuru, Tokio, Hong Kongu, Szanghaju, Kuala Lumpur. Te klimaty mnie kręcą i tam chętnie bym żył. Ale jako że nie mam żadnych kontaktów biznesowych w tamtej części świata to raczej prędko się nie stanie, bo bez konkretnych rekomendacji nikt osoby z ulicy nie będzie ściągał do pracy z drugiego końca świata. :)
Jeśli freelancerujesz (w sensie nie masz stałej pracy, która Cię wiąże) i jeśli chodzi Ci tylko o kasę, to spróbuj zakręcić się może wokół kontraktów czasowych. Naprawdę dobry projektant/programista PHP jest w stanie zarobić 250-350 funtów dziennie na kontrakcie w Londynie (choć widziałem ogłoszenia i za 400 funtów). Łatwo policzyć ile po trzymiesięcznym kontrakcie możesz przywieźć do Polski - zwłaszcza, że przez te trzy miesiące możesz po prostu wynajmować pokój zamiast całego mieszkania (ale w jakimś niezbyt przeludnionym mieszkaniu, zresztą prawie na pewno będziesz wynajmował pokój bo nikt nie wynajmie Ci mieszkania na trzy miesiące i jeśli do tego nie masz jeszcze referencji od poprzednich landlordów).
Aczkolwiek nie znam tego z praktyki więc nie wiem, na ile łatwo jest znaleźć takie zajęcie całkiem z ulicy, bez kontaktów i rekomendacji. Natomiast całkiem zapomnij o tym, jeśli masz problemy w komunikacji - podszkol najpierw solidnie język.
Ja mniej więcej coś takiego planuję awaryjnie. Rzucam właśnie pracę i zaczynam od zera coś nowego, własnego - gdy się skończy kasa i jeśli do tej pory nie znajdę inwestora, to taki trzymiesięczny kontrakt w Londynie pozwoli mi podreperować budżet. Mam o tyle dobrze, że mam trochę kontaktów biznesowych w UK więc liczę na to, że gdy rozpuszczę wici to sam się jakiś kontrakt znajdzie dla mnie (zwłaszcza, że i tak regularnie atakują mnie ofertami pracy).
Przy okazji, skoro już ujawniam nieco swoje plany. :) Będę robił nowe przedsięwzięcie, moim zdaniem fajne (na tyle fajne, że rzucam naprawdę dobrą pracę żeby się tym zająć). Potrzebował będę na początku dwóch dobrych programistów PHP i/lub Pythona, przy czym równie ważne co doświadczenie i umiejętności techniczne jest odpowiednie podejście (nie każdy nadaje się do pracy w startupie). Być może będę miał na to solidne finansowanie (prowadzę rozmowy), ale być może się nie uda i będę wszystko realizował własnymi środkami - w tym drugim przypadku musicie być gotowi tak jak ja pracować nad tym na początku bez żadnej pensji (co nie znaczy, że za darmo, bo w zamian za solidną część udziałów). Jeśli ktoś z czytających czuje, że mógłby chcieć w czymś takim uczestniczyć oraz że się nadaje, to chętnie porozmawiam i powiem nieco więcej. Współpraca na początku zdalna, ale preferuję osoby z Wrocławia (lub skłonne do przeprowadzenia się tu), bo jeśli projekt wypali i zacznie zarabiać to planuję otworzenie normalnego biura, bo potrzebnych będzie dużo więcej osób (w tym nietechnicznych, w zasadzie więcej nietechnicznych).
Projekt rzecz jasna webowy, turystyczny i na rynek globalny, nie tylko na Polskę (choć to jeszcze zależy od środków jakie uda mi się zabezpieczyć - istnieje ewentualność startu w Polsce i rozwój na świat po jakimś czasie).
Proszę o nieprzedrukowywanie tego nigdzie indziej - nie jest to już tajne więc mogę tu napisać, ale też jeszcze nie jetem na etapie zbytniego rozgłaszania tego, więc wystarczy, że przeczytają to ci, którzy czytają czasopismo. Ew. podeślijcie link znajomemu jeśli uważacie, że może być zainteresowany. Dzięki. :)
Mapet
lipiec 4th, 2007 at 13:39:16
“wyjazd tam polecam albo ludziom, …dla zmiany stylu życia, dla miasta oferującego więcej możliwości niż jakiekolwiek polskie (nie chodzi mi tu o możliwości zawodowe), albo osobom, które w Polsce sobie w ogóle nie radzą i jadą tam szukać czegokolwiek …
Bartek mozliwosci zawodowe w londynie w kazdej branzy bija poland na glowe w takiej skali jaka trudno sobie wyobrazic :). Kwestia umiejetnosci dostrzegania i kozystania z mozliwosci jakie ci daje to miejsce.
Osobiscie osobom ktore sobie nie radza, polecam “naumienie” sie radzenia ze soba. Jesli ktos nie mial w zwyczaju wyskakiwac po swierze pieczywo z rana do pobliskiej piekarni gwarantuje ci ze nie wpadnie na ten pomysl w paryzu. Inna sprawa to definicja (mysle subiektywna) znaczenia slow “radzic sobie w polsce” :).
Przy okazji tematu wynajmowania mieszkania/ domu referencje jak referencje. Agencja prosi cie o papier z banku zaswiadczajacy ze twoje roczne dochody sa przekraczaja np. 30k rocznie. Suma “gwarantowana” zalerzy od ceny wynajmowanego mieszkania, okolicy itp..
Inna sprawa ze sa swietne okazje do wynajmowania z ludzmi na spolke. Nie mowie tu o przeludnionych “polskich domach” ale o normalnych warunkach. Na dodatek z bardzo fajnymi ludzmi z roznych miejsc na swiecie. Tak ze mozna poznac naprawde wybitne postacie i troche poszerzyc swoje zyciowe horyzonta. Potem lecisz na drugi koniec swiata i sie okazuje ze masz tam znajomych bo razem spedziliscie swietny czas w londynie.
Tak ze bylbym daleki od takich uogulnien. Jedno jest pewne, zaczynajac zycie w nowym kraju zaczynasz troche od nowa tak ze muszisz miec pewne cechy harakteru ktore pomagaja a nie przeszkadzaja. Jak na ironie ludzie “radzacy sobie” w polsce tutaj czesto maja wielki zgryz bo nie da sie “zakombinowac i nasciemniac”. Nie ma mamy, taty, kumpli z ktorymi pujdziesz na piwo itp.. Dla wielu ludzi to odciecie od matczynej pepowiny jawi sie niczym najgorszy zyciowy dramat. Co absolutnie nie oznacza ze kazdy radzacy sobie w pl jest patologicznym przypadkiem :).
Odradzam wyjazd tylko dla pieniedzy. Szkoda zycia na duperele, lepiej robic to co sie lubi tam gdzie sie lubi i byc szczesliwym czlowiekiem. Szkoda marnowac sobie zycia po to zeby potwierdzac swoja pozycje w spoleczenstwie za pomoca sumy na koncie. Kazdy dyktator po zabiciu kilku tysiecy ludzi i tak bendzie mial wiecej kasy i wyzsza pozycje. Tak ze ten wyscig do nikad bym polecal sobie odpuscic, zawsze ktos cie przebije tak ze nie ma sie czym podniecac :). Natomiast jesli ktos szuka normalnego zycia (w tutejszym tego slowa znaczeniu), perspektyw do realizowania swoich wlasnych fajnych pomyslow to jak najbardziej polecam. Jesli jestes naprawde dobry, ludzie to lubia i to co robisz jest twoja pasja nie zginiesz, szybciej grozi ci zostanie bardzo, bardzo zamorzynym czlowiekiem :).
rafalski
lipiec 4th, 2007 at 14:21:50
Bartek:
A propos planow.. Swietne czytanko, zapewne dobrze znasz, ale na wszelki wypadek podsylam link..
Polecam oczywiscie wszystkim :)
Bartek_rac
lipiec 4th, 2007 at 15:23:46
Mapet: jasne, że możliwości zawodowych jest tam nieporównywalnie więcej. Napisałem, że piszę nie o nich, bo chodziło mi o uwypuklenie tych wszystkich innych możliwości związanych ze stylem życia.
W temacie “radzenia sobie” nie chodzi mi o cwaniaczkowatość i kombinatorstwo - to są rzeczy, które odrzucają mnie bardzo skutecznie niezależnie czy jestem we Wrocławiu, w Monachium czy w Londynie. :)
Mój przekaz tak naprawdę sprowadza się do tego: jeśli powody są tylko i wyłącznie finansowe - nie wyjeżdżajcie, bo tam na miejscu wcale nie będzie Wam lepiej. A jeśli nie macie w planach odłożenia nie wiadomo ile i wrócenie potem “z kasiorą” do Polski, a po prostu chcecie normalnie, fajnie i na sensownym poziomie żyć - to nie ma co się wahać. :)
Dzielone mieszkanie (nieprzeludnione) - jasne, że może być ciekawe, o ile trafisz/wybierzesz sobie fajnych współlokatorów - mających tak jak Wy normalną pracę i podobne problemy oraz podejście do życia, ale na stałe chyba jednak nie chciałbym tak mieszkać, może zbyt stary i wygodny się już zrobiłem. :)
Dla kogoś kto przyjeżdża nowy na pewno ma to same zalety, bo poza mniejszą liczbą formalności i rzeczy, o które trzeba samemu zadbać, dostajesz też “gratis” kilkoro znajomych, których widujesz codziennie, masz z kim skoczyć na piwo czy do kina, oni mają swoich znajomych, których poznajesz na wspólnych imprezach i w ten sposób po prostu budujesz sobie swoje pierwsze grono znajomych w nowym miejscu. Gdybym ja miał zamiar przeprowadzić się na stałe, to właśnie tak chciałbym mieszkać przez pierwsze pół roku (ale raczej nie dłużej).
Ciekawe na ile webjay po tym wszystkim co piszemy wciąż ma ochotę na przeprowadzkę. :)
Rafalski: znam, znam.
Mapet
lipiec 4th, 2007 at 16:13:29
Wlasne obserwacje odpowiadaja mi ze ludzie generalnie prowadza podobny styl zycia nie zalerznie od miejsca, to sie nie zmienia az tak bardzo. Poznalem sporo kolesi ktorzy spedzaja cale zycie przed tv, tak samo jak w pl siedzieli z piwem i ogladali mecz tak samo tutaj. To sie nie zmienia jakos specjalnie.
Cala ta fajna strona dotyczny glownie ludzi aktywnych. Jesli byles ruchliwy w pl, tutaj bendziesz dwa razy ruchliwy, podobnie jak zyciowe benefity z tego wynikajace, analogicznie w druga strone.
Sa sytuacje ktore zmieniaja ludzi bardziej niz zmiana miejsca. Pamietam polskie podejscie do sprawy gdzie zmiana miejsca zamieszkania jest jakas dziwna trauma obwarowana cierpieniem i syndromem “za chlebem”. Ze niby dramat, rozpacz i smierc na obcej ziemi. Dla mnie to tylko miejsce. Na starosc i tak sie przeprowadze na pacyfik. Dla mnie najfajniejsze w zyciu jest wlasnie to ze nie jestem przykuty zadnym lancuchem do kawalka ziemi gdzie sie urodzilem. Dlatego zmiana kraju nie robi juz na mnie wrazenia, to tylko frajda :).
Jesli Webjay ma podobne podejscie to pewnie ruszy swoje dupsko chocby po to zeby sobie pozwiedzac swiat z troche glepszej perspektywy niz niedzielny turysta.
Tak jak napisal Rafalski, musisz miec podobne geny jak np. Tony Halik hehehe.
Mysle ze po tym co napisalismy Webjay porzucil ta idee, w sumie jesli przeczytasz jego pierwszy wpis to zauwarzysz ze chce sie upewnic ze wyjazd nie ma sensu tak ze ta decyzja juz chyba dawno zapadla poza ta dyskusja hehehehe :).
ps: Rafalski pusc mi info kiedy przylatujecie zebym mugl sie wyspac i nie zamienic sie w zombi nastepnego dnia oraz zrobil jakies zakupy do lodowki tudziez odkurzyl mieszkanie zeby “elegancko wypasc” :).
webjay
lipiec 4th, 2007 at 22:01:32
mapet: dokladnie tak, decyzja, ze nie ma sensu wyjezdzac zapadla juz dawno temu - tak wiec Bartku, nie mialem ochoty na przeprowadzke - kalkulowalem tylko, czy cos sie zmienilo i czy potencjalnie bylbym bardziej na plus / minus w analogicznej systuacji w innym kraju.
jeszcze wtrace tutaj odpowiedzi do Waszych komentarzy:
1 - mapet: naprawde nie jestem materialista, raczej chlodno kalkuluje
2 - mapet: Nowa Zelandia / peryferia Australii bylyby idealne na emeryture ;)
3 - bartek: zycie na innym poziomie niz obecny nie interesuje mnie wcale - jesli mialbym pracowac za granica chcialbym miec przynajmniej 2 pokoje, bez wspollokatorow, wydawac pieniadze jak dotychczas i niczego sobie nie odmawiac ;) wyjazd traktowalbym jako ‘zycie tam’, a nie ‘zarabianie tam’.
4 - bartek: myslalem o konkraktach, jednak boje sie dalej zbyt duzej ilosci konkurencji, ktora moze chciec po prostu 2 razy mniej ode mnie i samo podejscie do zlecen z ogloszenia mnie nieco razi (choc z sukcesami mialem kiedys kilka projektow ze skandynawi / ameryki polnocnej). poza tym boje sie, ze ciezko bedzie sie ludziom ze mna dogadywac przez telefon.
5 - rafalski: zapomnialem wczesniej napisac - gdybym chcial smigac w mowie po angielsku to poszedlbym na intensywnego callana lub napadal ludzi na skype i z nimi prowadzil konwersacje ;)
oka, wracam do monologu ;) :
jestem czlowiekiem ktory lubi stabilizacje, przywiazuje sie do miejsc i ludzi, jednak pomimo wszystko jestem bardzo samodzielna osoba - tu nie mam Mamy i Taty ktorzy moga mi pomoc, nie przywoze z dawnego domu co 2 miesiace zapasow jedzenia ;) mam co prawda w Warszawie rodzine, ale nie traktuje ich jako ‘pomocna dlon’ wrecz przeciwnie, nie chce im zabierac ich czasu, choc sam z mila checia im pomagam. kurka, przeciez mam prawie 30 lat - liczyc na pomoc od rodziny? to byloby po prostu smieszne! :) sam robie zakupy, potrafie rozporcjowac mieso (potrafilbym nawet rozporcjowac cala swinie i ja ‘wypatroszyc’), dobrze gotuje i potrafie zadbac o porzadek w calym domu (oprocz pokoju komputerowego, gdzie panuje “tworczy haos” ;) ).
podejrzewam, ze na wyspach byloby identycznie po 6 miesiacach / roku / dwoch latach - zaleznie od tego jak szybko potrafilbym sie zaaklimatyzowac (a w to ze potrafilbym nie watpie). ja nie potrafie znalezc dla siebie jakiegos mocnego argumentu, tak wiec przez najblizsze lata nie planuje emigracji gdziekolwiek (no moze przeprowadzilbym sie do malego miasteczka takiego do 20k mieszkancow, gdzie zycie plynie powolutku i nie ma zadnych korkow). zagranica pewnie takze nie mialbym za duzo wolnego czasu, bo po prostu jestem typem pracoholika, ktory i tak robilby w wolnych chwilach podobne rzeczy gdyby mu za to nie placili. uwielbiam tez sie uczyc, niekoniecznie rzeczy potrzebnych w zyciu - wiec wiekszosc czasu siedze na necie i czytam - od spraw technicznych, poprzez materialy dot. fizyki kwantowej, na ostatnim moim hobby - fotografii konczac. a jak che poogladac telewizje to ogladam tylko discovery ;)
nie jestem typem ‘poznaj swiata’, choc jestem niepoprawnym optymista, bardzo ufam ludziom, jestem praktycznym czlowiekiem i nie boje sie wyzwan ;) a to raczej cechy pasujace do typu podroznika.
od czasu do czasu lubie tez wypic i pogadac na imprezie z ludzmi, fajnie jest odwiedza mnie znajomi i przyprowadza kogos nowego - poznawac nowych ludzi jest fajnie, ale miec miliona nowych znajomych - to tez nie to. po prostu uwazam, ze o znajomych trzeba dbac, a nie traktowac ich jako potencjalna pomoc na przyszlosc - od tego mam znajomych ‘biznesowych’ z ktorymi utrzymuje inne nieformalne kontakty. poza tym, juz wyroslem z imprez - to juz nie ten wiek, nie to zdrowie, nie te priorytety, ze weekend jest czasem na balety.
dla mnie wyjazd za granice dla Pensji 3000Euro to po prostu krok w tyl. w Polsce jest dobrze, patrzac na ostatnie lata - coraz lepiej mozna sie tutaj ustawic w zyciu.
poniedzialek piatek chodze do pracy z przyjemnoscia, bo mam tam szefow ktorzy sa jak kumple i kumpli-wspolpracownikow z ktorymi dobrze sie pracuje. po pracy robie dla ludzi ktorych najzwyklej w swiecie lubie, ktorzy nie marudza, wiedza czego chca i szanuja zarowno mnie jak i moj czas. i co najwazniejsze - moge wybrac z kim chce lub nie chce pracowac - wiec nie ma tu zadnego przymusu czy uzerania sie.
sumujac: jest mi w Polsce dobrze :) i na chwile obecna nie widze argumentow za wyjazdem (choc nie twierdze, ze za 2 lata takowych nie znajde ;) ) poza tym - w koncu kiedys trzeba zalozyc rodzine - nie chcialbym obudzic sie z reka w nocniku w wieku 50 lat i rozgladajac sie do okola stwiedzic, ze nie mam ani zony, ani dzieciakow. skonczenie zycia, jako samotna osoba nie interesuje mnie absolutnie ;)
shark
lipiec 5th, 2007 at 11:40:58
Ja tez uwazam, ze osiagnac szczescie mozna w polsce. zarowno pod wzgledem materialnym jak i np. rodzinnym czy w sposobie zycia, itp. Nie potrzebuje londynu po to aby mnie napedzal, jedyny plus jak dla mnie taki, ze w angli nie trzeba oszczedzac na samochod czy dom, bo i tak wszyscy jada na kredytach, a gospodarka jest w miare stabilna, tak jak i ceny nieruchomosci. w polsce jak dla 33mnie jest jeszcze za wczesnie na kredytowanie domu na 30 lat, a na 3 lata malo kogo stac. reszta to tylko inny styl zycia, ktorym niektorym bardziej odpowiada (mapet), a innym mniej (sis). wiekszosc moich znajomych, ktorzy zarabiaja okolo 4,5 k mowi, ze w gdyby polsce dostali 4 czy 5 k w złotówkach, bez zastanowienia by wrocili.
ps. na trojce urodzinowy koncert Kultu :) jesli ktos lubi a nie wiedzial, to nagrywam :)
webjay
lipiec 5th, 2007 at 11:59:11
btw. koncertu, widze, ze polskie radio ma wiecej sympatykow ;))) jak ktos chcialby teraz to: http://www.polskieradio.pl/sluchaj/play.aspx?p=i3 - milego sluchania.
Shark milo ze nagrywasz, z checia sciagne Twojego ripa :)))
shark
lipiec 5th, 2007 at 12:33:27
daj maila to wysle ci linka po koncercie.
webjay
lipiec 5th, 2007 at 13:03:54
podawanie publiczne emaila sprzyja proporcjonalemu przyrostowi spamu na skrzynce ;) oka, na poczatek piszemy kamil, pozniej malpka, pozniej juz moja domena czyli webjay.pl i leci ;)
ps. bardzo dziekuje.
shark
lipiec 5th, 2007 at 15:45:34
u mnie niestety transfer wysylania nie jest zbyt duzy, wiec wysle ci maila z linkiem jak wrzuce na serwer, zostalo poltorej godziny ;-)))
shark
lipiec 5th, 2007 at 15:45:56
ps. nie ma za co ;)
marcin gorecki
lipiec 6th, 2007 at 14:18:46
nie doczytalem jeszcze watku, ale sie staram. webjay: ty serio mowisz o odlozeniu 5k pln przy normalnej pracy w warszawie? jak tak to bede musial sporo przemyslec. wychodzi na to, ze dobrze wyszlo, ze przelozylem rozmowe o podwyzke na przyszly tydzien…
ps. pozdrowienia z pocket pc ;)
webjay
lipiec 6th, 2007 at 14:53:33
Marcin: to zalezy co rozumiesz przez ‘normalna prace’. z _etatu_ i _zlecen_ odlozyc 5k to nic wielkiego.
shark
lipiec 6th, 2007 at 15:05:49
ale zalezy jak kto zyje…
webjay
lipiec 6th, 2007 at 17:03:48
ja zawsze powtarzalem, ze mozna zarabiac 30k PLN i byc biednym czlowiekiem… ;)
shark
lipiec 7th, 2007 at 10:08:22
yeah sir ;)
marcin gorecki
lipiec 8th, 2007 at 09:57:20
Ok, dzieki za doprecyzowanie, bo juz zaczynalem sie martwicze z jednego, normalnego etatu tyle zostaje.