Pobudka o 10.00, wyspany zebralem sie o 10.30 z lozka – cyk, na zakupy… poszlo prawie 600PLN… kur. Trudno sie mowi i zyje dalej: obiadek jako obowiazek polaczony z przyjemnoscia (zeberka), bardzo dluga kapiel w wannie – az porobily mi sie zmarszczki na wszystkich mozliwych czesciach ciala, opole w tv – a ja siedzie i stukam to co uwielbiam nawet bardziej od programowania – interface-y :) Dla hecy, dla relaksu. Jeszcze 30 minut i biore browar, otwieram snaki potworki i wlanczam dvd – a o polnocy sie zobaczy co dalej.
Jedym slowem – planuje wypoczynek. To brzmi tak durnie, ze smieje sie pod nosem – ale zdac na wlasne lenistwo sie nie da – pewnie grzebalbym cos w internecie, rysowal umle do 3.00 w nocy albo kombinowal rozwiazanie jakiegos smiesznego poblemu w javascriptcie – czyli bardziej pracowal, niz odpoczywal.
Weekend jest dla wypoczynku – i tego sie trzymam!