Miedzy godz 3 a 4 zawsze pieje sasiada kogut, miedzy godz 4-5 na osiedlu zawsze wlacza sie jakis alarm w samochodzie, miedzy 2 a 7 probuje cos popracowac i moze 45min z tego wychodzi…
Przynajmniej cisza jest, ptaki jeszcze nie wkurzaja i nie szumi miasto za oknem… okolo 9tej odpali sie jakas pila w czyims garazu… naszczescie wtedy juz spie, slysze ja dopiero okolo 16tej jak wstane :)
Dzis mam jeden z tych dni kiedy wydaje sie, ze kiedys wszystko bylo fajniejsze…
schmat byl jakis bardziej zroznicowany, siedzenie po nocy bylo emocjonujace, slonce inaczej wschodzilo i nie bylo tylu problemow ze wszystkim… ;)